• Wpisów:72
  • Średnio co: 27 dni
  • Ostatni wpis:4 lata temu, 23:21
  • Licznik odwiedzin:26 801 / 2019 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 
Wpis tylko dla właściciela minibloga

Wpis prywatny. Może go zobaczyć tylko właściciel minibloga.

 

 
Tak więc 1 opowiadania nie ma.
Doszłam do wniosku, że nie robię sobie najlepszej reklamy nim, a zależy mi na pozytywnych opiniach.
2 opowiadanie jest zdecydowanie dojrzalsze i nie chcę robić mu konkurencji.
Ahahhahaahha 69 wpis, Hazza czuwa!
  • awatar FOR SALE ♡: Zapraszam do siebie, organizuję na swoim mini blogu pinger'owy sklepik, naprawdę tanio. Może wpadnie Ci coś w oko ?
  • awatar Sylnow: Mmmm 69.;p
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Wielkie dzięki za ponad 5 tysięcy wyświetleń! Fajnie wiedzieć, że ktoś tu zagląda, mimo, że piszę tak rzadko, ale teraz w ogóle nic się tu chyba nie pojawi. Nie mam W OGÓLE weny, więc musicie mi wybaczyć. :<
 

 
Tęskniłaś za nim. Za jego śmiechem, za zapachem markowych perfum, za tymi dwiema złocistymi iskierkami w czekoladowych tęczówkach. Tęskniłaś za nim.
Mijał tydzień od waszego rozstania. Ola i Zayn. Zayn Malik. Zabójczo przystojny chłopak z zespołu One Direction. Marzyły o nim stada dziewczyn, ale to ciebie wybrał. Mogłaś codziennie słyszeć komplementy, oraz to jak bardzo cię kocha. wasze uczucie wydawało się takie stabilne. Więc kto to zepsuł? Nie wiedziałaś. Wiedziałaś tylko, że dłużej nie zniesiesz widoku ulic, po których ty i on spacerowaliście. Wyjechałaś.
~DWA MIESIĄCE PÓŹNIEJ~
No i co ci to dało? W zasadzie... nic. Zabrakło ci Londynu. Zabrakło ci deszczu, zimna. Miasto rodzinne, słoneczna Floryda, nie odpowiadało ci. Głupie? Nawet bardzo.
Skończyłaś urządzać stare mieszkanie i w końcu mogłaś gdzieś wyjść.
Twój wybór padł na Starbucks'a. Zamówiłaś ulubioną kawę i rogalika z czekoladą. Siadłaś na zewnątrz i zaczęłaś czytać biografię Coco Chanel, z którą się ostatnio nie rozstawałaś.
Nagle coś szarpnęło twoim stolikiem. Zła, że musiałaś przerwać lekturę, podniosłaś głowę. Chłopak mruczał pod nosem jakieś przeprosiny.
Z: Nie chciałem... Ola?!
T: Co za niespodzianka.
Nie chciałaś okazywać emocji, lecz to było silniejsze od ciebie, zarumieniłaś się po same uszy.
Z: Strasznie dużo czasu się nie widzieliśmy. Może powinniśmy to nadrobić.
Zdziwiłaś się. Zayn i takie coś? Albo ty masz na niego taki wpływ, albo się zmienił. Obstawiałaś raczej to drugie.
~
Zgodziłaś się. Wyjazd niczego nie zmienił. Twoje serce wciąż należało do niego.
Z: Mów co słychać.
T: Na razie okej. Byłam na Florydzie - uśmiechnęłaś się. - A co u ciebie?
Z: A jak nazwać takie uczucie, kiedy nie masz na nic ochoty, przed oczami masz ciągle twarz tej samej osoby? Kiedy to coś pożera cię od środka i nic nie możesz z tym zrobić, bo jej nie ma?
T: Zdaje mi się, że tęsknota.
Z: A zatem tęskniłem.
T: Za kim?
Spodziewałaś się odpowiedzi typu 'Perrie'.
Z: Mam jej zdjęcie na tapecie w komórce.
Wyjął swojego iPhone'a i odblokował go. Wtedy zobaczyłaś twoją twarz.
Z: Kojarzysz?
T: Zdaje mi się, że tak.
Podałaś mu twojego blackberry. Nadal miałaś go na tapecie, chociaż chciałaś to zmienić, ale COŚ ci nie pozwalało.
Z: Też tęskniłaś?
T: Tak...
Z: Może damy sobie drugą szansę?
T: Muszę to przemyśleć... bądź przy Starbucks'ie jutro około 13.
~
'Muszę to przemyśleć'. Naprawdę tylko na to było mnie stać? Na te marne 3 słowa? Przecież odpowiedź brzmiała 'Tak'.
~
Przyszłaś. On tam był. Miał bukiet czerwonych róż. Ale to nie z tobą rozmawiał. Obok niego stała ta blondyna, Perrie Edwards.
A więc on też sobie wszystko przemyślał. Stwierdził, że jednak nie, a da mi to do zrozumienia obejmując tą dziewczynę.
T: Jesteś żałosny Zayn. Zamiast powiedzieć mi to prosto w twarz wolałeś ją tu przyprowadzić. Tylko zmarnowałam czas.
Odwróciłaś się i poszłaś. Mulat próbował cię zatrzymać, ale bez skutku.
~
Mijały dni. Nie opuściłaś miasta, bo to nie miało sensu. Zatęskniłabyś. Musisz być twarda.
Zayn dzwonił, pisał SMS-y, ale go ignorowałaś. Nagle mu się znudziła Perrie? To już nie twój problem.
~
Kolejna niedziela. Szykowałaś się do kościoła. Byłaś gotowa. Wzięłaś klucze i wyszłaś z mieszkania.
Na podwórku stał nie kto inny, a... nie, to nie był Zayn.
T: Niall!
Stęskniłaś się za nim jak i za resztą chłopaków. Byliście przyjaciółmi.
N: Musisz zmienić swoje plany jeśli jakieś masz.
T: Ale...
N: Bez gadania, idziesz ze mną.
~
Irlandczyk zaprowadził cię pod jakiś apartamentowiec. Było ciemno, bo wybierałaś się na mszę o 18.
T: No i po co tu jesteśmy?
N: Patrz teraz.
W niektórych oknach zapaliły się światła, tworząc kształt serca.
T: Chyba nie chcesz mi powiedzieć, że...
N: Spokojnie, to nie ode mnie.
Po chwili przed budynkiem pojawił się Zayn. Miał w dłoni kwiaty, najpiękniejszy bukiet jaki tylko widziałaś.
Z: Jestem ci winien wyjaśnienia. Perrie spotkałem przypadkowo. Między nami nic nie ma.
Zamurowało cię. Zrobiło ci się głupio, że tak na niego naskoczyłaś.
T: Zayn... tak mi głupio.
Z: Nie musisz się tłumaczyć. Rozumiem. Po prostu... zapomnijmy o wszystkim.
Zayn złapał twoją dłoń w swoją.
T: Bardzo chętnie.
Uśmiechnęłaś się nieśmiało, a po chwili poczułaś jego wargi na twoich ustach.
W tamtej chwili nie chciałaś niczego zmieniać. Było po prostu... idealnie.
_
Tak, wiem, że dopiero co był z
Zayn'em, ale Ola jest wymagająca. ._.
No właśnie, jak coś to z dedykacją dla Oli K., żeby nie było wątpliwości.
A i pozdrowienia dla wszystkich Oli.
 

 
Oczami Amber.
Kolejny dzień. A właściwie ostatni dzień. Ostatni w Londynie. W poniedziałek, tzn. jutro, z samego rana wracam do Sheffield. Było mi ciężko z tą myślą. Przyjechałam, zyskałam nowych przyjaciół i teraz muzę wyjechać? No super.
Nadal nocowałam u Amy, mimo tego, że ona wyjechała do Włoch. Myślałam, że jej tata każe mi poszukać sobie innego miejsca, ale nie. Mogłam zostać do końca mojej przepustki.
~
Słoneczne przed południe. Już od dawna jestem na nogach, choć kompletnie nie wiem co ze sobą zrobić. Sally miała na dziś plany związane z naszym bad boy'em, Amy podziwia włoskie zabytki. Niby pozostałe dziewczyny też są przyjaciółkami, ale to z tą dwójką miałam najlepszy kontakt.
Spojrzałam na telefon, który natarczywie wibrował. Zdziwiłam się, bo dzwonił ktoś z kim nie widziałam się od dłuższego czasu.
- Freddie? - spytałam.
- Cześć, Amber. Przepraszam, że się nie odzywałem, ale jakoś tak wyszło... Słyszałem, że jesteś na przepustce. Spotkamy się? Dasz radę?
- Daj spokój, przecież sama też mogłam się do ciebie odezwać, więc nie przepraszaj. Pewnie, że tak. Dobra odskocznia od problemów. W parku około pół do pierwszej? - zaproponowałam.
- Jasne. Do zobaczenia później.
Właściwie nie wiem, czego się po tym spotkaniu spodziewałam. Że wpadniemy sobie w ramiona po tylu dniach rozłąki? Niemożliwe. Ja miałam Niall'a, a poza tym doskonale wiedziałam, że on jest we mnie zakochany... a przynajmniej był jakiś czas temu. Mimo to, nadal był moim przyjacielem. Z nikim nie rozmawiało mi się tak łatwo, z nikim tak szybko się nie zakumplowałam, ludzie mieli mnie raczej za odosobnioną wariatkę. Oprócz Amy.
Z głębokiego zamyślenia z serii 'Perypetie Amber' wyrwał mnie dźwięk SMS-a. Jego treść brzmiała '<3', a przysłała go Amy.
- Akurat gdy o niej myślałam - mruknęłam i się uśmiechnęłam. Odpisałam to samo i zaczęłam się szykować.
Włożyłam szarą, szeroką bluzę, morskie spodnie, a właściwie rurki i vansy pod kolor góry. Na dwa palce wsunęłam pierścionek-kastet z napisem 'Belive', a przez ramię miałam przewieszoną, również szarą, torbę. Na oczy wsunęłam czarne ray-bany, chociaż nie było aż takiego słońca.
No i teoretycznie byłam gotowa.
~
Był tam. Stał w jednej z alejek. Opalone ciało ukrył pod płaszczem. Wyglądał świetnie.
Przywitał mnie czułym uściskiem (a jednak!), potem wysłuchiwałam jego przeprosin, próbując go uciszyć.
- A więc?
- Co 'A więc'? - spytałam, nie za bardzo wiedząc co ma na myśli.
- Mówiłaś, że to spotkanie będzie odskocznią od problemów. Jakich?
A więc o to chodziło.
- Raczej jeden, ale dosyć dołujący. Jutro wracam do Sheffield. Boże, ja nie chcę! Freddie!
- Słucham? - roześmiał się.
- Zrób coś! Nie mogę tam jechać!
- Ale co ja mam zrobić? Raczej nie możesz tam NIE jechać. Nadal jesteś za chuda, a jak tylko to nadrobisz to do nas wrócisz - zaśmiał się po raz drugi, przyciągnął mnie do siebie i pocałował w czoło.
- Dobra, dobra, lepiej mów co u ciebie. Jak tam nasz 'kochany' szpital? - spytałam.
Interesowało mnie to, dawno nie rozmawialiśmy, nie wiem czy nadal jest singlem, czy ma kogoś...
- Szczerze mówiąc nie wiem. Po twoim wyjeździe przenieśli mnie na wydział psychiatryczny.
- Pracujesz w psychiatryku? Nieźle - zaśmiałam się i przydeptałam wypalonego papierosa.
- Śmiej się - powiedział z uśmiechem i dźgnął mnie w brzuch. - Ale to i tak przyda mi się w CV. A ty zastanawiałaś się co chcesz robić w życiu?
- Aha. Czyli schodzimy na mroczny temat naszej przyszłości - wywróciłam oczami. Kochałam go, ale czasami traktował wszystko zbyt poważnie.
- Po prostu się o ciebie troszczę - uśmiechnął się i jeszcze mocniej ścisnął rękę spoczywającą na moim ramieniu.
- To skoro tak bardzo się o mnie martwisz, to może po prostu będziesz mnie utrzymywał? - dźgnęłam go w brzuch.
- Nie za wygodnie by ci było? - spytał, uśmiechając się w irytujący sposób. Co dziwne, kochałam ten uśmiech.
- Nie wiem... nie? - zaśmiałam się. - Czekaj, odbiorę, to Niall dzwoni - powiedziałam i odeszłam na bok.
- Cześć Nialler. Wszystko okej. Nie, nie ma mnie w domu. Uhum... na spacerze. Z Sally... tak Sally. No, do zobaczenia - rozłączyłam się i odetchnęłam. Zamrugałam, uśmiechnęłam się i wróciłam do przyjaciela.
- Nie wiedziałem, że zmieniłem imię. - uśmiechnął się w ten ironiczny sposób, atakując mnie gdy tylko podeszłam.
- Ale co?
- Dobrze wiesz. Gdzie ta Sally? Chętnie ją poznam. Czemu go okłamałaś?
- Sama nie wiem... Czuję, że gdybym powiedziała mu prawdę, stałby się strasznie zazdrosny. Chciałby spędzać ze mną każdą wolną chwilkę.
- A gdybyś zaszła z nim w ciążę? Też byś mu nie powiedziała z obawy, że cię rzuci?
- Freddie! - pisnęłam.
- Słucham?
- To nie tak... To tylko drobne kłamstwo, minięcie się z prawdą.
- Tak to się zaczyna. Zastanów się.
- Sugerujesz, że ten związek nie ma sensu?
- Nic nie sugeruję. Uważam, że podstawą w związku jest szczerość i zaufanie, a zrobisz jak zechcesz.
Nie wiedziałam co odpowiedzieć. Zgadzałam się z nim, tylko nie chciałam wyjść na jakąś totalną hipokrytkę.
- No nic, ja muszę spadać, widzimy się jutro rano - uśmiechnął się (normalnie), pocałował mnie i... poszedł.
- Freddie! - zawołałam za nim. Odwrócił się i puścił oczko.
~
Siedziałam w kafejce z Niall'em. Obiecałam mu to spotkanie. On wcinał porcję ogromnych naleśników z karmelem i bitą śmietaną, a ja piłam czekoladę.
- Uhm... Amber - wybełkotał, przeżuwając jednocześnie.
- Tak? - zapytałam, wgapiając się w filiżankę.
- Dzięki, że przyszłaś.
- Nie ma sprawy - uśmiechnęłam się, trochę na przymus. Wiedziałam, że prędzej czy później będę musiała narzucić ten temat. Ale patrząc na Horan'a pałaszującego swoje danie... nie miałam serca. Tak słodko wyglądał. Wolałam później - to chyba proste.
~
Chcę tylko dodać, że z tego spotkania wróciłam jako oficjalna singielka.
Oczami Sally.
W sali numer trzy wszystko pachniało chemią. W oczy biła biel przemieszania z wyblakłym odcieniem niebieskiego.
Jednak ani ja ani Zayn nie przyszliśmy tu oceniać wystroju wnętrza, tylko w odwiedziny.
Siadłam przy łóżku na początku sali. Przywitaliśmy się z tatą, po czym zapadła cisza. Wiem, powinnam spytać 'jak się czujesz?', ale się bałam. Bałam się odpowiedzi. Na szczęście Zayn się domyślił, co czuję i sam o to zapytał.
- Dzieciaki, jak ja mogę się czuć? Na tyle dobrze, na ile może czuć się starszy pan, leżący w szpitalu otoczony przez sznur praktykujących kobiet nie czerpiących przyjemności ze swojej pracy - uśmiechnął się.
Dalej rozmowa potoczyła się sama. Nie wiem co bym zrobiła bez Zayn'a.
Oczami Zayn'a.
Wychodziliśmy.
- Sally, poczekaj na mnie przed wejściem, muszę skoczyć do łazienki - powiedziałem i skierowałem się w ową stronę.
Kiedy wracałem, usłyszałem ciche głosy pielęgniarek. Nie byłoby w tym nic nadzwyczajnego, gdyby nie to, że wymieniły nazwisko ojca Sally.
Podszedłem do drzwi i nasłuchiwałem. Udało mi się rozróżnić pojedyncze słowa, bo w pomieszczeniu było straszne echo.
- Tak... zabieg... nie, nikomu nie możemy powiedzieć. Wiem... posłuchaj mnie! Rozumiem twoje obawy, ale... nie ma nadziei... tak, 3 procent.
Rozmawiały dłuższą chwilę, z czego rozumiałem mniej więcej takie coś: 'Ssdhueqjwdq. Niee. JDJWRE:qw'.
- Więc rozumiesz? Dobrze.
Usłyszałem kroki do drzwi, więc jak najszybciej zmyłem się. Wyszedłem na zewnątrz, gdzie czekała na mnie Sally.
Miałem mieszane uczucia; powiedzieć jej czy nie? Z jednej strony to by popsuło jej humor na kilka następnych dni, o ile nie tygodni, ale z drugiej... to jej tata. Jeśli nie przeżyje, nie wybaczyłbym sobie tego.
Postanowiłem najpierw spędzić z nią miły dzień, dopiero potem obarczać zmartwieniami.
- Sally, co powiesz na wesołe miasteczko? - zaproponowałem, obejmując ją prawym ramieniem. Uśmiechnęła się i pokiwała głową na 'tak'.
- Co ci się tak nagle zebrało na romantyczność? - zaśmiała się, ukazując dwa rzędy białych zębów. Była taka śliczna, a ja w niej tak zakochany.
- Po prostu staram się... wiem, że ktoś inny mógłby mi cię zabrać,a tego bym nie zniósł - starałem się, żeby to zabrzmiało naturalnie, żeby nie poznała że coś przed nią ukrywam. - Kocham cię, Sally.
Roześmiała się i szybko zebrała swoje włosy na lewą stronę karku.
- Bardzo chętnie.
~
Doszliśmy. Już dawno nie byłem w takim miejscu. Karuzele otaczały nas dosłownie wszędzie. Do tego były stoiska z watą cukrową we wszystkich kolorach tęczy, popcornem i colą. Zauważyłem też maszyny, z których 'wyciągało' się przytulankę. Zewsząd dochodziły mnie piski dziewczyn (tym razem nie z mojego powodu).
- Co chcesz robić najpierw? Proponuję jakąś dobrą karuzelę - puściłem oczko.
- Ugh... nienawidzę rollercoaster'ów.
- Nie marudź. Idziemy - stanowczo pociągnąłem ją za nadgarstek w kierunku największej karuzeli, jaka tylko tam była.
Później poszliśmy do gabinetu luster i zrobiliśmy sobie mnóstwo zdjęć z czego większość trafiła na Twitter'a, byliśmy w domu strachów, złowiłem Sally maskotkę, kupiliśmy różową watę cukrową, przetestowaliśmy większość karuzel, kolejek górskich i tak upłynęła nam większość czasu.
Na jednej z nich chciałem Sally powiedzieć o tej sprawie, i właściwie to nawet zacząłem.
- Sally... ja chciałem ci coś powiedzieć. Bo widzisz... - jąkałem się.
- Wiem Zayn - uśmiechnęła się. - Ja ciebie też.
Oczami Clarissy.
Odpowiedź brzmi 'Nie'. Nie. Freddie mi nie wybaczył. Właściwie to nawet nie wysłuchał. Nie chciał. Ja się mu nie dziwiłam.
Zatem kolejny dzień spędziłam nic nie robiąc, tylko chodząc na te głupie, na prawdę nic nie dające terapie, których mi się ostatnio namnożyło przez 'nostalgię i smutek wypisany na mojej twarzy'. Super, nieprawdaż?
Przyznam, że dzięki masie wolnego czasu przeciekającego przez palce, mam dużo chwil na myślenie. Tak, po prostu myślenie. Myślę głównie o sytuacjach, które miały miejsce dość niedawno,a w których mogłam zachować się inaczej i każdemu wyszłoby to na zdrowie.
Ustaliłam, że:
- Gdybym przemyślała wszystko dotyczące spraw z Cynthią, gdybym inaczej zareagowała na jej odwiedziny i zaproponowanie zgody to już nie skakałybyśmy sobie do gardeł;
- Jeśli nie ulegałabym tak łatwo to nie tuliłabym się do Lou po kilkunastu minutach rozmowy;
- Co za tym idzie Freddie nie widziałby w naszym spotkaniu nic dziwnego, nie zraniłabym go, a jeśli już to dałby mi to wszystko wytłumaczyć;
Jeśli zastosowałabym to wszystko, to powolutku odzyskiwałabym przyjaźń z Cynthią, Louisowi udowodniłabym, że moje życie bez niego również ma sens, a i miałabym świetnego przyjaciela płci męskiej.
Czyli podsumowując - jeśli te trzy punkty wcieliłabym w życie ono wyglądałoby zupełnie inaczej, prezentowało się w innych, ciepłych barwach i w ogóle byłoby dobrze, nawet bardzo.
Oczami Amy.
Niedziela. Czyli ile to....? Trzy dni. Tyle czasu pozostało mi do nacieszenia się kulturą Italii i ostatnimi dniami spędzonymi tylko i wyłącznie z Harry'm. Nie mogłam uwierzyć, że czas tak szybko leciał.
Właściwe teraz czuję się dokształcona i że mogłabym na temat Włoch gadać i gadać, a i tak nie opowiedziałabym wszystkiego. To zdecydowanie piękny kraj. Może dlatego, że tutaj pogoda jest przepiękna, odmiennie do Londynu?
- Co dziś zwiedzamy? - usłyszałam aksamitny głos mojego chłopak... narzeczonego. Rany, jak to dziwnie brzmi. Na serio, spróbujcie się przestawić.
- Styles, jesteśmy we Włoszech, a ty nie uwzględniłeś rzymskiego koloseum? - zaśmiałam się. - Brawo.
- To, że nie wziąłem go pod uwagę, nie znaczy, że nie zwiedzimy tej całej ruiny. To jak - komu w drogę, temu czas? Idziemy?
- Czekaj chwilkę, najpierw zjedz śniadanie. W sumie to bardziej lunch.
Uśmiechnęłam się i wpatrzyłam w te jego zielone tęczówki. Najpiękniejsze w jakie kiedykolwiek spoglądałam i prawdopodobnie dane mi jest spoglądać. Mogłam w nich natychmiast zatonąć, wspominając wspólne chwile: od początku, do teraz.
Poczułam wargi Styles'a na mojej szyi.
- Jednak lunch może poczekać... - mruknął, wziął mnie na ręce i zaniósł do sypialni.
Oczami Kathy.
Poczułam jak dłoń Liam'a kurczowo zaciska moją. Przy jego ręce była drobniutka, jak z porcelany.
Zeszliśmy na trudny temat moich kłopotów rodzinnych.
Opowiadałam mu o kłótniach rodziców, wrzaskach i tego jak ja się czuję. Było mi trochę głupio, bo zawsze gdy komuś się zwierzam, wydaje mi się, że tylko niepotrzebnie go zanudzam, a on mnie słucha z grzeczności. Najgorsze jest to, że jeszcze nigdy tak szczegółowo nie musiałam opisywać emocji i uczuć, a Liam najwyraźniej bawił się w psychologa. W pewnym momencie dostał ataku śmiechu.
- Aha. Czyli mam rozumieć, że te całe psychologiczne gierki były tylko po to, żebyś mógł się ze mnie pośmiać? - zapytałam wkurzona.
- Ni... hahaha... nie - mówił jednocześnie się śmiejąc: niezapomniany widok. - Po.... hahahaha prostu.... kiedy się hahahahahaha... zastanawiasz co powiedzieć to hahahahah śmiesznie hahaha marszczysz nos - gdy tylko to wyartykułował, dostał napadu śmiechu - bałam się, że coś mu się stanie, zemdleje czy coś. Mimo to nie powstrzymałam się przed:
- Czy chodzi ci o to? - spytałam i znów to zrobiłam.
Payne natomiast... nie wytrzymał. Padł na ziemię, śmiejąc się głośno, uderzając pięściami w kostkę brukową.
W końcu udało mi się przywołać go do porządku.
- Dobra, proponuję małą zamianę ról. Teraz ty będziesz opowiadać o swoich emocjach i uczuciach bardzo szczegółowo - nakazałam, dokładnie akcentując każdą sylabę czym doprowadziłam do kolejnej mini-głupawki.
- A więc nie wiem, czy będę w stanie o tym mówić. Czuję coś... coś czego nigdy nie czułem. Jest to dla mnie coś nowego. Nawet przy Danielle, choć było tak 'idealnie', tego nie czułem. Nie wiedziałem, że tak można.
Widzisz, Kathy, kiedy z nią byłem na początku było pięknie i tak dalej, ale potem... nie czułem nic. Zupełna pustka, rozumiesz? Natomiast gdy idę, ba, gdy o tobie pomyślę, w brzuchu czuję tysiące motyli. Na mojej twarzy automatycznie pojawia się uśmiech i jestem wtedy taki... spełniony i szczęśliwy, mógłbym przenosić góry w tą i z powrotem. Mam nadzieję, że nie potraktujesz tego jako puste słowa, ale to ciebie moje serce jako pierwsze pokochało całym sobą.
Myślałam, że jego wypowiedź będzie bardziej żartobliwa, że tym razem oboje się pośmiejemy. Jak widać, ten chłopak ma wiele niespodzianek, a to były zdecydowanie najpiękniejsze słowa jakie kiedykolwiek wypowiedział do mnie chłopak.
Wspięłam się na palce i pocałowałam go.
Oczami Cynthii.
Louis wpadł do salonu podekscytowany.
- Tak nie może dłużej być! - krzyknął jednocześnie się śmiejąc. Czasami ciężko go było rozgryźć. - Wiesz co... mój najlepszy przyjaciel i jego dziewczyna zwiedzają sobie Włochy, a my nie ruszamy dupy z kanapy. Nie w porządku.
Rzeczywiście tak było. Znaczy, nie że byłam zazdrosna o Amy i Harry'ego, ale popołudnia spędzaliśmy w salonie w domu One Direction. Mimo to było wspaniale, jak każda chwila spędzona z Louis'em.
- Do czego ty zmierzasz, Tomlinson? - zapytałam, patrząc na niego podejrzliwie.
- Jedziemy pod namiot do końca niedzieli! Wiem, to nie to samo co Włochy, ale ty masz szkołę, a twoi rodzice rozszarpaliby mnie, gdybym to zakłócił, więc wolę nie ryzykować. Spakujesz nas prawda? - uśmiechnął się przymilnie.
Dwa dni pod namiotem z Lou? No dobra, półtora. HURRA! Wiecie co? Dla mnie to nawet było lepsze niż Rzym co cokolwiek innego: za nic nie zamieniłabym weekend'u z moim chłopakiem pod namiotem na Francję, Hollywood czy nawet Hawaje z kim innym.
- Nie - odparłam po chwili zastanowienia. - Ty nas spakujesz. Tylko nie zapomnij o bieliźnie na zmianę.
_
Tadam, po ponad 40 dniach napisałam tu już dwudziesty pierwszy rozdział. Jakiś taki wesoły. O.o Popracuję nad tym.
A teraz idę i miłego czytania. xx
 

mrs.malik
 
directionerkaxx
 
Wpis tylko dla właściciela minibloga

Wpis prywatny. Może go zobaczyć tylko właściciel minibloga.

 

 
Oczami Louisa.
Obudziłem się w swojej sypialni. Spojrzałem na wyświetlacz komórki, żeby sprawdzić, która godzina. Było po trzynastej, więc pewnie wszyscy byli już na dole. Moją uwagę przykuła ikonka w kształcie koperty. Miałem nową wiadomość.
Szybko ją odczytałem: 'Cześć Louis. Spotkajmy się dziś około 14. przy dworcu zachodnim, na końcu miasta. - C.'
Domyśliłem się, od kogo to było. Czternasta? Mam nie wiele czasu.
Szybko wstałem, ubrałem koszulkę w paski i czerwone spodnie, uczesałem włosy i umyłem zęby, nawet nie troszcząc się o śniadanie.
W salonie, na kanapie siedziała Cynthia. Była w koszuli nocnej i białym szlafroku.
Gadała z Kathy w najlepsze, w międzyczasie malując paznokcie malinowym lakierem.
- Cześć, skarbie - uśmiechnąłem się i dałem jej buzi w sam środek ust.
- Idziesz gdzieś? - spytała, patrząc na mój strój. Normalnie pewnie jeszcze byłbym w piżamie, o ile bym się obudził.
- Tak jakby. Na spacer. Idziesz ze mną? - spytałem. Byłem prawie na sto procent pewien, że odmówi. Miałem rację. Popatrzyła na mnie tak, że od razu wiedziałem, że jest zbyt leniwa. - Rozumiem - posłałem jej uśmiech. - Nie wiem, o której wrócę, więc nie czekajcie na mnie - poprosiłem. - Miłego dnia, dziewczyny! - powiedziałem i poszedłem do holu po bluzę.
- Dzięki! - odparły zgodnie.
~
Już z daleka rozpoznałem jej dziewczęcą sylwetkę.
Nie zdziwiło mnie z kim mam do czynienia, domyśliłem się, że to ona czytając SMS-a.
- Cześć - mruknęła nieśmiało.
Uścisnąłem jej dłoń.
Miała na sobie fioletową bluzę z motywem galaxy, czarne rurki podkreślające jej smukłe nogi i fioletowe conversy za kostkę. Zamiast torby dostrzegłem czarny plecak z ćwiekami na plecach.
- A więc? Jaki był powód tego spotkania? - spytałem oschle. Nadal miałem w pamięci to, co zrobiła. Nie chciałem jej robić o to awantur. Po prostu... pamiętałem.
Oczami Clarissy.
Dobra. Louis stoi obok mnie, nie mogę tego zepsuć.
- Wiem, że masz mi za złe to, co zrobiłam jakiś czas temu, ale... nie możemy chyba żyć przeszłością? - spytałam nieśmiało.
Oczami Louisa.
- Nie powinniśmy, ale mogłaś trochę pomyśleć zanim coś zrobisz. Clarissa, też chciałbym zapomnieć, ale tu nie chodzi o sprawę typu przepraszam-że-nie-miałam-dla-ciebie-czasu, chodzi o coś znacznie poważniejszego. Ty ją pobiłaś! Rzuciłaś się na Cynthię, zrzucając na nią winę za coś, na co nie miała wpływu. Bo zmieniły się moje uczucia. Zakochałem się w niej.
Przerwałem wypowiedź i wziąłem głęboki oddech. Nie łatwo było wracać do tych wydarzeń, kiedy PRAWIE się o nich zapomniało.
Jednak moją wadą było to, że zbyt łatwo wybaczam. Ślepo wierzę, że ludzie się zmieniają, że każdy zasługuję na drugą szansę.
Chyba właśnie dlatego przytuliłem do siebie Clarissę. Poczułem jej szampon do włosów o zapachu jabłka... wspomnienia odżyły. Jednak serce nie zabiło mi mocniej. To był krótki rozdział, dawno już napisany, zamknięty, rozpoczęło się mnóstwo innych, nieznanych. Ale na tym chyba polega życie.
- Clar? Nie wiedziałem, że kogoś masz... - usłyszałem męski głos.
Przed nami stał wysoki, no i co tu ukrywać, przystojny chłopak. Patrzył na nas bardzo zdziwiony i jakby... smutny?
- Freddie? To nie tak jak myślisz, ja i Lou... - tłumaczyła nieskładnie, ale chłopak chyba zamierzał odejść. - Francisco, czekaj! - wrzasnęła, gotowa biec za nim.
Skinąłem głową na znak, żeby to zrobiła.
Dziewczyna puściła się biegiem i dogoniła go.
Nie miałem zamiaru podsłuchiwać i po prostu zostawiłem ich samych.
~
W domu było prawie pusto. Chłopcy pojechali gdzieś, pewnie ze swoimi dziewczynami. Było dziwnie cicho i pusto, co dla mnie jest raczej dziwne, bo mieszkam z czterema innymi chłopakami pod jednym dachem, a czasami jest nas więcej, nawet dziesięć.
- Cynthia! - wrzasnąłem. - Cynthiaaa!
Poczułem jak ktoś zakrywa mi oczy i potem usłyszałem dźwięczny śmiech. Śmiech, który tak uwielbiałem. Śmiech, od słuchania którego sam chciałem się śmiać. Śmiech należał do dziewczyny, w której byłem do szaleństwa zakochany.
- Tu jestem - odezwała się, odsłaniając mi widok. Obróciłem się i pocałowałem ją namiętnie.
Pragnąłem, żeby już zawsze było tak... idealnie.
Oczami Kathy.
Gdyby nie mój z życia wzięty przykład, nigdy nie pomyślałabym, że można 'wymienić się' przyjaciółką.
Fakt, z Amy rzeczywiście gadało się lepiej niż z Sally, ale dziwnie jest nie spotykać się codziennie z Benson, nie widzieć jej szerokiego uśmiechu, lub grymasu na twarzy, nie patrzeć jak pali kolejnego papierosa, nie widzieć jej zielono-szarych oczu.
Z dołu (jak zwykle) dochodziły odgłosy kłótni między rodzicami. Przez cały czas dogryzali sobie, wyliczali kto się mną bardziej zajmuje, więcej wie i tak dalej... Na początku mnie to bawiło, szczególnie, że wychodziło na to, że żadne z nich nie wie o mnie tyle, żeby powiedzieć, że jestem ich dzieckiem, ale teraz powoli wkurza.
Zeszłam na dół, gotowa drzeć się dwa razy głośniej niż oni oboje razem wzięci.
- ZAMKNIJCIE SIĘ DO CHOLERY! PRZEZ CAŁY CZAS MUSZĘ SŁUCHAĆ TYCH WASZYCH DZIECINNYCH SPRZECZEK JAKIMI TO JESTEŚCIE WSPANIAŁYMI RODZICAMI, A NAWET NIE WIECIE KIM JEST MÓJ CHŁOPAK!
- Ooo, kochanie. Czyli fascynacja Liam'em już przeszła?
Nawet tego nie skomentowałam.
~
Londyn o tej porze roku był bardzo kapryśny. Niebo zachmurzone, wiatr wieje w twarz, w każdej chwili może spaść deszcz.
W słuchawkach leciała Birdy 'People help the people'. Patrzyłam jak każdy z ludzi się gdzie śpieszy.
Jakaś dziewczyna ledwo co zdążyła na autobus, pewna kobieta ze spokojem wchodziła do sklepu jubilerskiego, a starszy pan wyszedł na spacer z psem.
Wydawało się, że tylko ja chodziłam tak beza celu, bez powodu. Wszyscy mieli jakieś swoje cele, które powoli osiągali, a ja? Ja nie miałam pojęcia co ze sobą zrobić. Gdyby nie tamta kolacja to poszłabym do Sally, ba, ja już bym u niej była, ale teraz... trochę mi głupio. Przecież sama zgodziłam się na tą zamianę. Miałam możliwość powiedzenia 'nie, dobrze mi tak jak jest'. Ale to byłoby samolubne. Sally była taka zadowolona. Nie umiem odmawiać, to mój problem.
Oczami Amy.
Właśnie pakowałam ostatnią rzecz do walizki. Była to kolejna para butów na czarną godzinę. W podświadomości wiedziałam, że i tak ich nie założę, ale cóż, tak ma chyba każda kobieta.
Nagle z kilku najpotrzebniejszych rzeczy zrobił się pokaźny stosik, miałam problem z domknięciem walizki.
Usłyszałam pukanie do pokoju, więc spojrzałam na drzwi. Krzyknęłam 'proszę!, a w szparze między drzwiami, a pokojem zobaczyłam uśmiechnięta twarz Harry'ego. Odwzajemniłam uśmiech, a on wszedł do środka.
- Widzę, że skończyłaś?
- Tak, ale zaczynam żałować, że cię spakowałam, będziesz musiał mi to wynagrodzić - droczyłam się, a po chwili wstałam z podłogi i podeszłam do Styles'a. - A teraz rusz ten seksowny tyłeczek i usiądź na walizkę, a ja ją spróbuję zapiąć - klepnęłam go w ową część ciała.
W przeciągu kilku sekund byliśmy oficjalnie spakowani i właściwie gotowi do drogi.
Odetchnęłam i wyniosłam walizki do przedpokoju. Spojrzałam na nie. Chyba do mnie nie dotarło, że JUŻ JUTRO czeka mnie tydzień spędzony z moim wyśnionym chłopakiem za granicą.
Harry podszedł do mnie od tyłu i zaczął całować mnie po szyi. Zaśmiałam się i kazałam mu przestać.
- Mój tata siedzi w pokoju obok - upomniałam go.
\następnego dnia\
Wstałam o piątej, czyli godzinę przed czasem. Pierwsza moja myśl? 'O kurwa'.
Próbowałam zasnąć, ale mi nie wychodziło. Myśli były zajęte całym tygodniem we Włoszech wraz z moim ukochanym.
Przeciągnęłam się ostatni raz i wstałam. Uczesałam włosy, nie malowałam się. Wypiłam herbatę, bo prawdziwego śniadania nie byłam w stanie zjeść. Potem umyłam włosy, po raz setny zmieniłam bagaż podręczny chociaż i tak zdecydowałam się na pierwotną wersję. Wskoczyłam w wygodne ciuchy i właściwie to z piątej zero dwa zrobił się kwadrans po szóstej. Usłyszałam sygnał mojego dzwonka, a na wyświetlaczu komórki pojawił się napis 'Harry'. Wzięłam walizki, pożegnałam się z tatą i wyszłam przed dom.
Harold już tam był. Czekał na mnie przed samochodem taty, który wspaniałomyślnie postanowił nas odwieźć.
~
Dolecieliśmy. nic nam się nie stało, nie było żadnej katastrofy, żyjemy, i cieszymy się Włochami. Co prawda niedawno dotarliśmy do pięciogwiazdkowego hotelu, ale i tak jest fantastycznie.
Kiedy trochę odpoczęliśmy po podróży, poszliśmy zwiedzać. A właściwie się rozejrzeć. Byliśmy w kilku pięknych katedrach, a potem usiedliśmy w knajpce. Zamówiliśmy prawdziwą, włoską pizzę (no i rzeczywiście lepsza od tych wszystkich angielskich).
Było strasznie romantycznie, dalej nie mogłam uwierzyć jakie mam szczęście. I nawet fanki nam nie przeszkadzały, co prawie nigdy się nie zdarzało.
W pewnym momencie Harry wziął do ręki makaron i włożył jeden koniec do swoich ust, a drugi do moich. Z każdą sekundą nasze twarze się do siebie zbliżały aż w końcu się pocałowaliśmy. Długo i namiętnie.
Tak minął pierwszy dzień za granicą.
\sobota\
A więc to już dziś. Dzisiaj były moje osiemnaste urodziny, więc oficjalnie nie podlegam już władzy rodziców.
Parę minut po północy posypały się pierwsze życzenia. Jednak najwcześniej usłyszałam je od Harry'ego. Poszliśmy spać dosyć późno, ale i tak spędziliśmy piękny wieczór i baardzo przyjemną część nocy.
Na dziś planowaliśmy zwiedzić krzywą wieżę, a na wieczór Styles zapowiedział niespodziankę.
Już nie mogłam się doczekać.
Oczami Cynthii.
- Nie uważasz, że to nie fair? - spytał mnie niespodziewanie Lou, kiedy siedzieliśmy w domu chłopaków.
Było popołudnie, a my po prostu rozmawialiśmy tak wtuleni w siebie, ja na kolanach Louisa.
- Ale co? - zapytałam z łagodnym uśmiechem.
- Oni organizują sobie wycieczki do Włoch, a my siedzimy na kanapie w Londynie!
Zaśmiałam się.
- Daj spokój. My kiedyś też wybierzemy się w taką podróż, poza tym wiesz,że oni tego nie planowali. A wiesz co? Według mnie tak też jest idealnie.
Oczami Amy.
Nareszcie. Przyszedł czas na tę niespodziankę.
Księżyc już świecił nad naszymi głowami, były też piękne gwiazdy.
Zaprowadził nas prosto nad przystań, gdzie można było popływać statkiem, ale on wynajął dla nas małą przy tych statkach gondolkę. Był tam starszy pan, który zajmował się wiosłowaniem i śpiewaniem pięknych miłosnych ballad.
Harry wsiadł pierwszy. Był ubrany w białą koszulę, czarną marynarkę i rurki w tym samym kolorze. Wyglądał niesamowicie elegancko. Pachniał drogimi perfumami.
Na szczęście powiedział mi, żebym ubrała się elegancko, bo pewnie inaczej włożyłabym rurki i T-shirt czym bym się skompromitowała, a tak miałam na sobie pudrową sukienką przed kolano, dosyć obcisłą i balerinki.
W końcu z pomocą Harry'ego ja też znalazłam się w łódce. Zaczęliśmy płynąć.
Zapomniałam o całym świecie, liczył się tylko i wyłącznie Harry. Rozmawialiśmy, śmialiśmy się, całowaliśmy. W tle towarzyszył nam śpiew wioślarza, który był jak wisienka na ogromnym, czekoladowym torcie.
- Hej, Amy, co to? - spytał Harry i wskazał na coś, co znajdowało się za mną. Odwróciłam się, ale niczego nie zobaczyłam.
Przekręciłam głowę w stronę Harry'ego, żeby mu to powiedzieć. On uśmiechał się tajemniczo. Spojrzałam w dół. W dłoni trzymał otworzone pudełko, a w nim piękny, srebrny pierścionek z połyskującym kamieniem.
Pokiwałam głową - bo to było jedyne co mogłam wtedy zrobić.
~
Wiele par zastanawia się 'co teraz?'. Czy musimy NATYCHMIAST brać ślub koniecznie z hucznym i wystawnym weselem? A jeśli nasza miłość wygaśnie? To co, mamy ot tak zerwać zaręczyny, chociaż mówiliśmy wszystkim bliskim jak bardzo jesteśmy szczęśliwi? Przecież za kilka chwil mieliśmy przysięgać sobie miłość przed ołtarzem. Mamy tak zawieść wszystkich? Co teraz?
No więc ja, Amy Woolf, mogę z ręką na sercu użyć słowa 'Nic'. Bo między mną, a Styles'em nic się nie zmienia. Nadal jest moim całym światem, znaczy dla mnie więcej niż wszystko, chcę być z nim dłużej niż na zawsze. Jestem przekonana, że on czuje to samo w stosunku do mnie.
A, nie! Jednak coś się zmieniło. Na palcu serdecznym prawej ręki noszę piękny, okazały pierścionek z brylantem.
__
No i po długiej przerwie (ZNOWU) dodaję. .__. Mam wrażenie, że zawaliłam totalnie, tylko, że ja MUSZĘ coś dodać. Moja ambicja nie pozwala mi na to, żeby już zawsze został wpisem prywatnym, tylko dla mnie. Ale już obiektywną ocenę zostawiam Wam, czytelnicy.
Inspiracja:
 

 
Oczami Cynthii.
Stanęłam przed drzwiami jednej z wielu kawiarni w Londynie. Spojrzałam w szybę, poprawiłam niesforny blond kosmyk, odgarniając go do tyłu, odetchnęłam i weszłam.
Dzwonek wiszący nad drzwiami zakomunikował przybycie nowego klienta.
Rozejrzałam się po sali. Przy stoliku pod samym oknem zobaczyłam kobietę, dosyć młodą. Jasne blond włosy upięła w wysokiego koka, bawiła się mieszadełkiem od kawy.
- Mamo - 'przywitałam' ją.
- Cynthia! - zawołała, ale dosyć sztucznie.
Siadłam obok i bez żadnych emocji zamówiłam sobie gorącą czekoladę.
Kiedy kelnerka przyniosła nam zamówienia, zaczęłyśmy rozmowę.
- A więc... za kilka dni sprawa. Zdecydowałaś z kim mieszkasz? - zaczęła matka, pijąc kolejną kawę. W jej niebieskich oczach zauważyłam niepewność.
- Tak - odparłam krótko, wycierając plamę z gorącej czekolady, którą niechcący wylałam. Matka patrzyła na mnie wyczekująco.
- Rozumiem, że chcesz poznać moją decyzję - powiedziałam, a ona kiwnęła głową. Wyglądała tak, jakby nie chciała przegapić żadnego mojego słowa. - Ale ja nie zamierzam ci mówić o tym, wcześniej niż przed sprawą - uśmiechnęłam się słodko, a widząc jej zawiedzioną minę, wstałam i przysunęłam krzesło do stolika.
- A co ty robisz?
- Wychodzę. Wiem, że to było jedyne, o czym chciałaś pogadać. Cześć. A, i za czekoladę zwrócę przy okazji - mruknęłam i opuściłam kawiarnię.
Oczami Sally.
Weszłam do salonu z talerzem kanapek, który postawiłam na stole, na przeciwko Zayn'a. Chłopak zerknął na mnie znad gazety, którą uważnie kartkował.
- Szukasz czegoś o tym, jaki jesteś piękny? - zażartowałam i siadłam obok niego z książką. Zayn jednak nadal przyglądał mi się badawczo.
- Nie. Ale mniejsza o to. Obiecałaś mi coś, pamiętasz - uśmiechnął się w taki sposób, że sprawił, że moje serce biło sto razy szybciej.
- Nie - odparłam przekornie.
Mulat nic nie odpowiedział. Wstał z sofy, przełożył mnie sobie przez ramię i zaniósł do sypialni.
- Wiesz, że za nie dotrzymywanie słowa grozi ci kara? - spytał, wpatrując się we mnie swoimi złocistymi oczami.
- Jaka kara?
- Taka - mruknął i zaczął mnie całować.
Składał pocałunki na moich ustach, policzkach, powiekach. Później po szyi.
W tym samym czasie ja pozbawiłam ją koszuli i spodni. Zayn przerwał na chwilę czułości, żeby rozpiąć mój czarny stanik.
Z Zayn'em było mi po prostu idealnie.
Oczami Kathy.
Stałam w ciasnej przymierzalni, próbując zmieścić się w kolejną sukienkę.
- Liam - mruknęłam wystawiając głowę z pomieszczenia, tak, że zasłonka osłaniała resztę ciała.
- Słucham? - uśmiechnął się. W ręku miał dwie inne sukienki, które w międzyczasie znalazł.
- Zasuń mnie - poprosiłam, trochę zawstydzona. Odwróciłam się do chłopaka tyłem, żeby mógł dosunąć zamek.
- Okej, już. Masz, przymierz też te - wyciągnął w moją stronę dwie sukienki. Na zakupach trzymał się lepiej ode mnie.
- Jejku - jęknęłam, wieszając je na specjalnych haczykach. - Tobie to się nigdy nie znudzi?
Przymierzyłam wszystkie sukienki, ale żadna się Liam'owi nie spodobała.
- Czekaj sekundkę! - poprosił i pobiegł w stronę wieszaków.
Wrócił z piękną białą sukienką, we wzory, które były ledwo zauważalne. Szybko ją założyłam, z czym nie miałam problemu. Wyszłam z przymierzalni, żeby pokazać się mojemu towarzyszowi.
- Wyglądasz pięknie - uśmiechnął się szeroko. - Musimy ją wziąć, nie ma innego wyjścia!
- Dobra, dobra- mruknęłam i poszłam się przebrać w ciuchy, w których przyszłam.
Wzięłam sukienkę w rękę, a resztę odwiesiliśmy na wieszak z rzeczami, które nie pasowały.
Już byliśmy praktycznie przy kasie, ale w oczy rzuciła mi się metka.
Szybko skierowałam się w stronę innych rzeczy, żeby odwiesić ją na miejsce.
- Kathy, co ty robisz? - brązowooki złapał mnie za przegub. - Przecież jest idealna.
- Tak, ale co z tego? - spojrzałam mu w oczy. - Nie stać mnie na nią.
- Chyba sobie żartujesz - złapał szybko sukienkę i zanim zdążyłam zareagować, zapłacił.
- Liam, jesteś niemożliwy! - zaśmiałam się i wzięłam od niego torbę z sukienką.
- Daj spokój. Chciałem jakoś ci wynagrodzić tę akcję z... no wiesz, Danielle.
- Przecież mnie przeprosiłeś, dałeś bukiet róż, a teraz będziesz jeszcze obdarowywać mnie prezentami? - spytałam z uśmiechem.
- Nie. Po prostu chciałem kupić ci tę sukienkę - puścił mi oczko.
- Jezu... zwariuję tu z tobą kiedyś - powiedziałam, ale i tak się uśmiechnęłam.
- Bez przesady - mruknął i pocałował mnie w policzek. - A teraz chodź, idziemy wybrać ci buty, i inne rzeczy, które uwielbiają dziewczyny - złapał mnie za rękę i poszliśmy do innych sklepów.
~
Byłam już nieźle obładowana siatkami i torbami. Właściwie to Liam był. Nie pozwolił mi na noszenie zakupów nawet, nie mówiąc już o kupieniu tego wszystkiego.
- Chodź, siądziemy - chłopak wskazał na lodziarnię obok nas. Zgodziłam się chętnie.
Po kilku minutach podeszła do nas kelnerka.
- Liam, muszę do łazienki - powiedziałam i wstałam. - Zamów coś nie drogiego - spojrzałam na niego, a on pokiwał głową i dał znak, żebym była spokojna.
Po chwili wróciłam. Siadłam na przeciwko Liam'a. Chłopak uśmiechał się szeroko.
- Dobrze, że już jesteś, bo chyba niosą nasze zamówienie - wskazał dyskretnie na kobietę, która na tacy niosła ogromny deser z dwiema rurkami i długimi łyżeczkami do lodów.
- Liam... miało być nieduże - jęknęłam.
- A co, nie będzie ci smakować? Przecież mówiłaś mi, że lubisz lody waniliowe i owoce... - zmartwił się.
W tym czasie kelnerka położyła na stoliku pucharek z pysznościami, mruknęła 'Smacznego' i wróciła za ladę.
- Nie o to chodzi - oznajmiłam. - Po prostu czuję się głupio, kiedy wydajesz na mnie pieniądze. Kupiłeś mi już całe ubranie na dzisiejszą kolację, a teraz jeszcze to? - zerknęłam na lody.
- Daj spokój, Kathy - odpowiedział łagodnie. - Przecież to mój pomysł, prawda? Poza tym nie często mam okazję jeść lody z osobą, przy której serce mi szybciej bije - dodał, po czym ja zaniemówiłam.
- Ty chyba żartujesz - wydusiłam po chwili.
- Nie. Jestem całkiem poważny. Nie mówiłem tego wcześniej, bo się bałem... odrzucenia z twojej strony. Myślałem, że tamta akcja z Dan jest jeszcze zbyt świeża na takie wyznania.
Zaczerwieniłam się. A więc teraz to moja kolej. Teraz ja powinnam mu wyznać, że też jestem w nim zauroczona... zakochana. I to od ponad roku.
Szkoda, że jestem taka nieśmiała jak chodzi o te sprawy... Dobra Kathy, weź się w garść - pomyślałam, a słowa jakoś same zaczęły płynąć.
- Liam... ja też... też jesteś dla mnie kimś więcej niż przyjacielem. Właściwie to odkąd pierwszy raz was usłyszałam to najbardziej mi się spodobałeś. A teraz ty wyznajesz mi uczucie... nie mogę w to uwierzyć - zaśmiałam się nadal trochę zawstydzona.
Teraz nie mogłam uwierzyć także w to, że powiedziałam LIAM'OWI PAYNE'OWI co do niego czuję.
- Może to pomoże? - uśmiechnął się i pocałował mnie namiętnie.
~
Kiedy Liam pocałował mnie na pożegnanie, weszłam do domu i opadłam na kanapę w salonie.
Torby ostrożnie położyłam obok siebie. Od około pół godziny uśmiech nie mógł mi zejść z twarzy.
Czar prysł kiedy moja matka wyjrzała zza drzwi kuchennych.
- O, już jesteś, dobrze - powiedziała bez większych emocji. - Sprzątnij ten bałagan - wskazała niedbałym ruchem na torby leżące naokoło mnie. Spojrzałam na nią z niedowierzaniem.
Na podłodze w naszym salonie leżało mnóstwo toreb z dosyć drogich firm, a ona każe mi sprzątnąć bałagan. Jezu...
- Co się tak patrzysz? Sprzątaj. Zaraz obiad - powiedziała.
Wzięłam zakupy w ręce i wstałam.
- Wieczorem wychodzę - oznajmiłam.
- Dobra.
- Do chłopaka.
- Dobra.
- I raczej nie wrócę na noc.
- Tylko nie narób nam wstydu przed jego rodzicami. Zachowuj się!
- Tylko, że on nie mieszka z rodzicami, a z czterema przyjaciółmi.
Nie wiem, po co tyle mówiłam. Nie chodziło mi o to, żeby zakazała mi tam iść, tylko po to, żeby zobaczyć czy ją to w ogóle obejdzie.
- A to nawet lepiej. Przynajmniej nie będę się musiała za ciebie wstydzić - mruknęła i wróciła do gotowania.
Oczami Amber.
Stałam przy kuchennym blacie w willi chłopaków, krojąc paprykę w cienkie plasterki.
Spędziłam już pół dnia na przygotowaniach. Ale co się dziwić, chciałam, żeby wszystko wyszło idealnie. W końcu dobre wrażenie można zrobić tylko raz.
- Czy ty nie masz w planach czegoś innego niż gotowanie? - do kuchni wszedł uśmiechnięty Niall.
- Na razie nie - odparłam. - Sam rozumiesz... wszystko musi być po prostu idealne, więc nie mogę zrobić pobieżnie jedzenia. Podałbyś mi z lodówki sosy - mruknęłam, w międzyczasie przekładając pokrojone pomidory do miski z sałatką, która teraz byłą gotowa. Do malutkich miseczek przelałam sos czosnkowy, pomidorowy i sojowy. Na małym talerzyku ułożyłam paprykę i ogórki, które można było maczać w sosach. Potem wyrównałam koreczki z sera i ananasa nadziane na wykałaczkę, żeby ładniej wyglądały. Oprócz tego były dwa rodzaje sałatek, nuggetsy i talerz z różnymi wędlinami i serami pokrojonymi w plasterki. W koszyku był ciemny i jasny chleb, żeby można było robić kanapki.
Usłyszałam krótki dzwonek, co oznaczało, że indyk był już gotowy. Ostrożnie wyjęłam go z piekarnika.
- Pachnie pięknie - pochwalił Niall.
- I tak spróbujesz dopiero na kolacji - zgasiłam jego oczekiwania, po czym wyszedł z kuchni.
Na deser planowałam podać torty: czekoladowy i lodowy oraz pudding.
Zerknęłam na zegarek.
- Jezus Maria! - wrzasnęłam, na co Horan natychmiast przybiegł do kuchni.
- Co się stało?
- Już tak późno?! Przecież ja się nie zdążę przyszykować!
- Masz jeszcze dwie godziny - zauważył, a ja spojrzałam na niego z litością.
- No właśnie. Trzymaj - podałam mu miskę z sałatką. - Poustawiaj wszystko na stole, a ja pójdę się ubrać. Dobrze, że wzięłam ze sobą ciuchy - westchnęłam, rzuciłam ściereczkę kuchenną na szafkę i poszłam do pokoju mojego chłopaka.
Na drzwiach zawiesiłam wyprasowaną sukienkę w kolorze czerwonego wina.
Założyłam ją na siebie, tak, żeby jej nie pognieść. W talii założyłam drobny pasek, aby podkreślić wcięcie. Na stopy wsunęłam czarne szpilki, na nadgarstek mnóstwo złotych bransoletek, a na szyję naszyjnik w kształcie klucza w tym samym kolorze co bransoletki.
Rzęsy starannie wytuszowałam, włosy podkręciłam w drobne fale, a usta umalowałam na czerwono.
- Gotowe - mruknęłam i zeszłam na dół, zobaczyć jak poradził sobie Horan.
Weszłam do salonu i pierwsze co zobaczyłam to pięknie zastawiony stół. No, dałeś radę, pochwaliłam Irlandczyka w myślach.
- Niall! - zawołałam. Po chwili wyszedł z łazienki ubrany w czarny garnitur. Ułożył też włosy. - Wow - pochwaliłam go.
Teraz pozostało tylko czekać na resztę.
Oczami Amy.
Nie ma co ukrywać - strasznie denerwowałam się tym spotkaniem. A co jeśli przyjaciele Harry'ego mnie nie polubią? Albo co gorsza: każą mu wybierać między nimi, a mną? Przecież w prawie każdym wywiadzie podkreślał, że chłopaki są dla niego najważniejsi.
- Co taka stremowana jesteś? - zapytał mnie loczek.
- Aż tak bardzo to widać? - jęknęłam.
- Bardzo - zaśmiał się. - Ej, nie mów mi, że boisz się tej kolacji?
Kiwnęłam głową. Miałam tyle wątpliwości...
- Proszę cię, przestań - roześmiał się. - Wiem, co może ci pomóc - uśmiechnął się przebiegle. - Idź się przygotować. Mam siostrę i mamę w domu, wiem ile to zajmuje kobietom czasu - wywrócił oczami, na co ja zareagowałam śmiechem.
- Idę - uśmiechnęłam się niepewnie i poszłam do łazienki.
Tam miałam naszykowany strój.
Szybko zrzuciłam z siebie top i spodnie, zamieniając je na sukienkę w kolorze butelkowo-zielonym. Na stopy założyłam stopki, a potem brązowo baleriny. Upewniłam się, że te pierwsze nie wystają ani o milimetr i przeszłam do urody.
Włosy upięłam w wysokiego koka. Podpięłam do wsuwkami. Potem wpięłam srebrne kolczyki w kształcie serca w uszy. Nie malowałam rzęs, i tak były dosyć długie. Za to usta podkreśliłam jasno różową pomadką. Powieki musnęłam beżowym cieniem, którego i tak nie było prawie widać.
Na koniec wzięłam do ręki kopertówkę w kolorze takim samym jak balerinki i wyszłam do mojego pokoju.
W tym czasie Hazza też zdążył się przyszykować. Założył elegancki garnitur i (obowiązkowo) muszę pod szyję. Swoje idealne loczki ułożył tak, że sprawiały wrażenie jeszcze bardziej idealnych, nie wiem jakim cudem, ale tak było.
- Idziemy? - zapytał i wysunął do mnie dłoń, którą mocno ścisnęłam. Kiwnęłam głową, bo miałam ściśnięte gardło. Harry tylko się roześmiał i cmoknął mnie w czoło.
Oczami Sally.
Od kilkunastu minut byłam już w pełni gotowa i czekałam tylko na Zayn'a.
Sama ubrałam się w czarną sukienkę, dosyć obcisłą.Do tego włożyłam fioletowe buty na obcasie, drobne bransoletki: czarne, srebrne i fioletowe, a do ręki wzięłam połyskującą purpurową kopertówkę.
Włosy wyprostowałam i zostawiłam rozpuszczone. Rzęsty lekko potuszowałam, powieki pomalowałam cieniem w kolorze wszystkich dodatków. Usta pomalowałam przezroczystym waniliowym balsamem.
- Dobra Zayn! - krzyknęłam, stojąc pod drzwiami łazienki. Już straciłam cierpliwość do jego 'robienia się na bóstwo'.
- Dobra, przecież skończyłem - mruknął zamykając drzwi.
No trzeba przyznać, był idealny.
- Pierwszy raz widziałam chłopaka, który szykuje się dłużej od dziewczyny - zaśmiałam się.
Oczami Cynthii.
Ja i Louis byliśmy już w drodze do ich domu. Nie bałam się tego spotkania. Podobno to co myślą o nas inni, to nie nasz interes. Tak więc byłam na maska wyluzowana. Jedyne co mi przeszkadzało, to mój strój: turkusowa sukienka przed kolano, beżowe balerinki, trzy bransoletki w stonowanych kolorach i na ramieniu brązowa listonoszka.
Nad fryzurą nie zastanawiałam się długo - wybrałam eleganckiego kucyka, opadającego z lewego boku szyi. Gorzej było z makijażem. Na co dzień go unikam, ale jakoś poszło. Zrobiłam sobie smoky eyes, a na powieki nałożyłam cień w tym samym odcieniu co sukienka, na rzęsy czarny tusz. Usta pomalowałam czekoladowym błyszczykiem i to by było na tyle.
Oczami Kathy.
Po raz kolejny zerkałam w wielkie lustro, wiszące na przedpokoju.
Wydawało mi się, że wyglądałam dosyć dobrze w tej pięknej, białej sukience, sięgającej mi za kolano. Do niej dobraliśmy buty w kolorze zbliżonym do ècru na wysokim obcasie. Na nadgarstkach pobrzękiwały mi bransoletki: jedna w kolorze róż, druga cała z perełek, a pozostałe były złote.
Przez ramię przewiesiłam sobie torbę, kolorystycznie dobraną do całości.
Włosy związałam w kłosa. Na powieki nałożyłam jaśniutki cień, a na usta błyszczyk z brokatowymi drobinkami.
Wtem zadzwonił dzwonek do drzwi. W progu stał Liam z bukietem kwiatów.
- Cześć, Kathy - powiedział i pocałował mnie. - To dla ciebie - podał mi bukiet.
Wstawiłam je szybko do wody i mogliśmy iść.
~
Gdy tylko weszliśmy do domu chłopców, powitała nas wysoka dziewczyna z brązowymi włosami. Była szczupła, ale i tak wyglądała pięknie.
Przedstawiliśmy się sobie.
- Dobra, zdaje się, że to już wszyscy - powiedziała, zamykając drzwi.
Pod jej wskazówkami skierowaliśmy się do salonu. Stół był pięknie zastawiony. Wszystkie dziewczyny (no, chłopak też) wyglądały olśniewająco.
Na sympatyczną wydała mi się drobna blondynka, która przedstawiła się jako Amy. No, ale czas pokaże.
Oczami Amber.
Spotkanie było bardzo miłe. Dogadywaliśmy się całą dziesiątką. No i wszyscy chwalili jedzenie.
Nagle Zayn wstał od stołu.
- Wybaczcie, ale idę zapalić. Ma ktoś też ochotę - spojrzał na wszystkie twarze. Uśmiechnęłam się.
- Ja - powiedziałam i również wstałam, a za mną Sally, która najbardziej przypadła mi do gustu.
Wyszliśmy we trójkę na balkon. Mulat poczęstował wszystkich fajkami.
Kiedy już odpaliliśmy, jak na komendę oparliśmy się o balustradę i wlepiliśmy wzrok w ziemię.
Był ciepły wieczór, słońce już zaszło, a na niebie pojawiały się pierwsze gwiazdy. Okolica była ładnie oświetlona.
- Sally, słyszałam, że chodzisz do szkoły razem z Cynthią - zagaiłam.
- Tak, no i Kathy. Obie są świetne. Ale wiesz, wydaje mi się, że z tobą mam więcej wspólnego. Chodzi mi o tok myślenia, poglądy na różne sprawy i tak dalej - uśmiechnęła się.
Przyznałam jej rację. Z ręką na sercu oraz czystym sumieniem.
- Amy dobrze dogaduje się z Kathy - zauważyłam. Prawie cały czas gadały między sobą.
- Nic dziwnego. Mają podobne poczucie humoru, z tego co wyłapałam. Nie brakuje im też tematów - zaśmiała się, a z jej ust wyleciało trochę papierosowego dymu.
- Może pora na zmiany? - odezwał się wreszcie Zayn, a ja do końca kolacji rozmyślałam nad tymi czterema wyrazami.
Oczami Kathy.
Siedziałam na łóżku Niall'a, obok mnie Amy. Przed nami stały Amber i Sally.
- Słuchajcie - zaczęła moja przyjaciółka. - Na kolacji obie zauważyłyśmy, że świetnie się wam ze sobą gada. Macie mnóstwo tematów, poglądy takie same i podobne poczucie humoru. Wydaje się nam, że wiele was łączy. Podobna sytuacja jest ze mną i z Amber, więc... - przerwała.
- Chcesz zaproponować wymianę? - zapytałam.
- Nooo... właściwe to tak - spojrzała na Amber, która kiwnęła głową. - Pod warunkiem, że Amy nie ma nic przeciwko.
- Hm... - blondynka się zamyśliła. - Czemu nie? - dodała po chwili. - Próbować zawsze można - uśmiechnęła się, patrząc na mnie. - Jeśli nie wyjdzie to może przecież być, jak było. To, że nie będziemy jak siostry nie skreśla naszej przyjaźni mimo to. Więc jak? - popatrzyła na mnie.
Nie wiedziałam. Właściwie one wszystkie miały rację. Czułam, że ja i Sally oddalamy się, a Amy... na serio miałam z nią dużo wspólnego. Przecież można spróbować.
- Okej - zgodziłam się i uśmiechnęłam.
- Tak! - ucieszyła się Sally. - Znaczy... nie to, że cię nie lubię Kathy, ale...
- Daj spokój - zaśmiałam się. - Przecież wiem jak jest - dodałam, posyłając im uśmiech.
Obydwie odetchnęły z ulgą i się przytuliły.
Czułam, że to początek czegoś nowego.
Oczami Sally.
Zeszłam do salonu, skąd dobiegała muzyka. Chłopaki wpadli na pomysł, żeby urządzić tańce, na co wszyscy chętnie przystali.
Meble zostały odsunięte pod ścianę, a z głośników leciała piosenka 'Busy'.
Cynthia tańczyła z Louisem, Kathy z Zayn'em, Amber z Harry'm, Amy z Liam'em, tylko Niall siedział pod ścianą i nucił pod nosem. Podeszłam do niego.
- Zatańczymy? - zaproponowałam, a on się zgodził.
Było świetnie. Muzyka taka, że wszyscy znali teksty, a przynajmniej raz ją słyszeli. Każdy tańczył z każdym i nie było mowy o jakiejkolwiek zazdrości.
W końcu po drugiej wyłączyliśmy muzykę, przebraliśmy się w piżamy, ułożyliśmy wygodne legowisko z poduszek, zrobiliśmy popcorn i planowaliśmy zrobić maraton filmowy.
Chłopaki mieli na płycie wszystkie sezony serialu 'Skins'.
Tak, to był jeden z idealnych wieczorów.
_
A więc napisałam. Nie wiem czy ktokolwiek przeczyta, bo dawno nic nie dodałam, ale trudno. Właściwie piszę bardziej dla siebie. c:
Inspiracja:
OLLY. ♥,♥
Jeden z dłuższych, jakie pisałam.

Jeśli chcecie zobaczyć outfit'y dziewczyn:
- Amber: http://www.polyvore.com/ambeeeeeeeeeeeeeeer/set?id=59065420#stream_box
- Amy: http://www.polyvore.com/amyyyyyyyyyyyyyyyyyyyyyyyyy/set?id=59065775#stream_box
- Cynthia: http://www.polyvore.com/cynthiaaaa/set?id=59059337#stream_box
- Kathy: http://www.polyvore.com/kathyyyyyyyyyyyy/set?id=59059419#stream_box
- Sally: http://www.polyvore.com/saaaaaaaaaaaaaaly/set?id=59066890#stream_box

Trzymać się i nie puszczać - Natalia xoxo ;*
  • awatar majlena.: świetne, świetne, moja ciota!<3
  • awatar take me home: Pisz dalej! ♥
  • awatar Carrots:*: I fajnie, że piszesz, bo przynajmniej my możemy czytać, coś tak zajebistego:) Niall, czy to tak wypada, żeby dziewczyna prosiła do tańca?? hah xD Boski rozdział:)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
A więc dziś mamy tak ważny dzień dla każdej z Directioners. Urodziny naszego Irish Boy. <3
100 lat staruchu, przyjaźni chłopakami, wielu lat 1D, no i... jedzenia w Nando's. :3
Na nadgarstku napisałam sobie Irish Bo y i obok tego koniczynkę i Swag Masta From Mullingar (M. było na zielono), na lekcji zxrobiłam kartkę z napisem: Happy 19-th B-Day NIALL! <3
Jadłam ile się da, spamowałam na TT na moje konto na bestach dodałam życzenia... *-*
A Wy jak świętowałyście? :>
 

 
Od dłuższego czasu przyjaźniłaś się z chłopakami z 1D, jednak najsilniejsza relacja łączyła cię z Zayn'em. Był twoim pocieszycielem, powiernikiem sekretów, traktowałaś go jak brata. Jednak to nie w nim podkochiwałaś się od dłuższego czasu. Twoje serce biło szybciej w obecności Harry'ego, jednak on sam nic o tym nie wiedział. Od kilku tygodni byłaś załamana, bo krążyły plotki, że on ponownie spotyka się z Caroline co niestety potwierdził, gdy spotkałaś ich na spacerze.
Właśnie mijało jedno z tych popołudni, które niczym nie różniło się od poprzednich: padający deszcze, kubek z herbatą w twojej dłoni i słone łzy na policzkach.
Nagle usłyszałaś swój dzwonek - Harry rapujący Superbass. Musze go zmienić, pomyślałaś.
Ty - Halo?
Z. - Cześć (T.I.), tu Zayn.
Ty - Hej. Co tam?
Z. - Nic szczególnego. Pomyślałem, że może wpadłabyś do nas? Harry będzie bez swoj... bez Caroline. Wyznaj mu co do niego czujesz. Nie możesz tego dłużej ukrywać, widzę jak cierpisz, gdy patrzysz na tę dwójkę, z każdym dniem bardziej. A może on odwzajemnia twoje uczucia?
Ty - Zayn... No dobrze. Będzie co ma być.
Powiedziałaś i się rozłączyłaś.
Po kilkunastu minutach byłaś już pod domem chłopaków. Otworzył ci Zayn, oboje wymieniliście wymuszone uśmiechy.
Z. - Napijesz się czegoś? - zaproponował, ale ty tylko pokręciłaś głową. Przyszłaś tu wyznać uczucie Harry'emu, zatem miałaś ściśnięty żołądek, a serce waliło ci sto razy na minutę.
Loczka zastałaś na wielkim balkonie. Siedział na rozkładanym krzesełku, nos miał w ekranie swojego iPhone'a, co kilka minut jeździł palcem po ekranie i uśmiechał się.
Domyśliłaś się co robił. Przeglądał zdjęcia Caroline.
Boże, pomyślałaś. Co ja tu robię? Co ja mu mam powiedzieć? O, może tak: Cześć Harry, kocham cię, zerwij z tą starą wiedźmą i bądź ze mną, proszę? Jezu.
Odchrząknęłaś, zwracając na siebie uwagę chłopaka.
Ty - Cześć, Hazza.
H. - Siemka.
Ty - Przepraszam, że ci przeszkadzam, ale...
I w tym momencie zabrakło ci słów. Stałaś tam jak totalna idiotka, wpatrując się w jego oczy i myśląc jaki to jest idealny, zamiast skupić się na tym, po co tu przyszłaś.
H. - Właściwie jak sama widzisz to nie robię nic konkretnego - uśmiechnął się.
Ty - A ja za to przyszłam powiedzieć ci coś, co wydaje mi się być dosyć ważne - wzięłaś głęboki wdech, starając się uspokoić. - Więc chodzi o to, że... żee...
H. - Że? - powtórzył zielonooki i zaśmiał się.
Ty - Żeoddawnaprzestałeśbyćdlamnietylkoprzyjacielem - wyrecytowałaś na jednym oddechu.
Powiedziałam to! Wyznałam miłość Harry'emu Stylesowi! - myślałaś.
H. - Kurczę, (T.I.)... Nie wiem co powiedzieć - odparł serio zmieszany. Już myślałaś, że to będzie najlepszy dzień w twoim życiu, ale niestety... - Jakby to ująć... Moją dziewczyną jest Caroline. (T.I.) jest moją naaaaaajlepszą przyjaciółką i wolałbym, żeby tak zostało - uśmiechnął się delikatnie.
Byłaś załamana. Nigdy nie sądziłaś, że będzie ci dane czuć się tak jak teraz.
Pierwsze łzy pociekły ci po policzkach. Nie chciałaś mazać się przy Stylesie, więc zbiegłaś na dół. W salonie siedział Zayn, przy którym zaniosłaś się płaczem. Mulat o nic nie pytał, podszedł tylko i przytulił cię mocno.
Sama nie wiedziałaś co robisz. Wyrwałaś mu się i pobiegłaś.
~JAKIŚ CZAS PÓŹNIEJ~
Siedziałaś wśród krzewów i drzew na jakiejś polance i płakałaś.
Zawsze przychodziliście tu z Zayn'em na piknik, a to na spacer itd. To było wasze tajemnicze miejsce, gdy chcieliście odpocząć od tłumu, lub pobyć sami ze sobą.
Z. - Wiedziałem - usłyszałaś jego głos.
Ty - Zayn? A co ty tu robisz?
Z. - To NASZE sekretne miejsce, nie pamiętasz? - posłał ci uśmiech. - Wiem, że jesteś załamana, więc przyniosłem to - podniósł do góry wiklinowy, zamykany koszyk, który zauważyłaś dopiero teraz.
Chłopak zabrał się za rozkładanie koca, a potem przygotował jedzenie. Oniemiała przyglądałaś się temu, co dla ciebie zrobił. Gdy skończył z jedzeniem przyszykował dwie poduszki, żeby było wam wygodnie.
Z. - Siadaj - zachęcił.
Zrobiłaś jak mówił. Przez chwilę siedzieliście w milczeniu i jedliście kanapki oraz słodkości.
W końcu Malik przejął pałeczkę.
Z. - Dziś zdobyłaś się na odwagę i wyznałaś miłość Harry'emu. Jestem z ciebie dumny, (T.I.). Pomyślałem, że (dzisiejsza data) może być naszym małym dniem wyznań. Ty już coś w tym kierunku zrobiłaś, więc teraz ja. Ty... też od dawna przestałaś być dla mnie tylko przyjaciółką. Znaczysz dla mnie o wiele więcej. Wiem, że... że szanse na związek są mniejsze niż zero ale musiałem ci powiedzieć.
ZNOWU zaniemówiłaś. Zayn i ty... razem? Jako para?
Nie wiedzieć czemu, serce zaczęło ci bić dwa razy szybciej niż normalnie. Poczułaś jak się rumienisz. Ale czemu? Przecież Malik nigdy tak na ciebie nie działał... to przy Harry'm traciłaś głowę i racjonalne myślenie.
Ty - Zayn... ja chyba też... chyba też jestem w tobie zakochana - powiedziałaś. - Przez to całe zauroczenie w Hazzie przestałam zwracać uwagę na inne uczucia... nawet nie zauważyłam mojego zakochania... jej, jaką ja byłam idiotką - zaczęłaś sobie wypominać. Nieźle - twój najlepszy kumpel i ty razem.
Z. - Ale właśnie taką cię kocham - powiedział przekornie i zbliżył wasze wargi do siebie. Nie zdążyłaś nawet wyszeptać 'Ja ciebie też' ani nic, bo pogrążyliście się w namiętnych pocałunkach.
A więc to jednak jest najpiękniejszy dzień w twoim życiu...
_
Napisałam jeden, został mi już tylko jeden do napisania. No i rozdział, nad którym popracuję jak wrócę ze słonecznej, mam nawet pomysł. ^^

No nic, tego imagina dedykuję:
http://mrs.malik.pinger.pl/
 

 
DOBRA, JEDNAK ODWIESZAM.
Mam zamówienia na imaginy i zamierzam je zrealizować. W najbliższym czasie rzecz jasna.

NATALIA COME BACK! xx
 

 
Liam kończy już 19 lat, a dopiero co to był 16-letni chłopak, który zgłosił się do x-facotra.
WSZYYYSTKIEGO NAJLEPSZEGO, dużo szczęścia, powodzenia z Danielle, jeszcze wielu lat w 1D, a nawet jeśli (BROŃ BOŻE) by się kiedyś rozpadli, to żeby nadal się przyjaźnili.
http://besty.pl/1558004
 

directionerkaxx
 
mrs.malik
 
Wpis tylko dla właściciela minibloga

Wpis prywatny. Może go zobaczyć tylko właściciel minibloga.

 

 
Oczami Cynthii.
Louis upił łyk kawy mrożonej, kupionej przez niego w jednym z wielu Starbucks’ów w Londynie.
Mój chłopak zadzwonił do mnie o świcie, żeby spytać, czy nie pójdę z nim na ranny spacer. Pomysł bardzo przypadł mi do gustu i… oto jesteśmy o ósmej na nogach.
Lubię Londyn o tej porze. Nie ma wtedy wielu ludzi, ale nie czuje się jak na bezludnej wyspie, czyli ani nie za dużo, ani nie za mało, idealnie.
- Nie odpowiadałaś mi wczoraj na wiadomości, martwiłem się – powiedział spokojnie, siorbiąc swoją ulubioną macchiato.
- Przepraszam, ale myślałam, że jeśli zacznę pisać SMS-a, to zrobię dziurę w ekranie ze złości – wyjaśniłam.
- A czemu? – zdziwił się, obejmując mnie mocniej w talii.
- Powiem tylko, że boję się, że szpital psychiatryczny może Clarissie nie pomóc – westchnęłam i zabrałam się za jedzenie rogalika z czekoladą.
- No co ty, byłaś u niej?
- Taa, wczoraj – przyznałam i opowiedziałam Louisowi skrócony przebieg wydarzeń. – No i powiedziałam jej, że mnie kochasz… chyba się nie pomyliłam? – przygryzłam wargę.
- Powiedziałaś stuprocentową prawdę – odparł i pocałował mnie w usta.
Oczami Liam’a.
Już od dłuższego czasu bawiłem się komórką, nie wiedząc, co ze sobą zrobić. Chłopaki wyszli gdzieś ze swoimi dziewczynami, ale ja nie mogłem się przemóc, żeby zaprosić Danielle na spacer czy lunch. Coś mnie powstrzymywało, chyba nawet domyśliłem się, co. Dlatego zadzwoniłem do niej z prośbą o spotkanie.
~
Kiedy spostrzegłem, że moja dziewczyna idzie, poderwałem się z ławki.
Nie dało się jej nie zauważyć, bardzo wyróżniała się spośród tłumu. Była wysoka, a do tego założyła buty na obcasie, które kupiłem jej na urodziny. Oprócz tego jej egzotyczna uroda odznaczała się w tłumie nijakich, przy niej, ludzi.
- Musimy porozmawiać – powiedzieliśmy jednocześnie i roześmialiśmy się ponuro.
- Ty pierwszy – poprosiła i siadła przy stoliku pobliskiej lodziarni.
Zamówiliśmy jakieś desery i mogliśmy zacząć rozmowę.
- Wiesz Dan… nie bądź na mnie o to zła, ale… Chcę zakończyć nasz związek. Przepraszam. Po prostu ty masz swoje próby, występy, a ja koncerty i próby właściwie też. Rzadko rozmawiamy, widujemy się jeszcze rzadziej. Myślę, że taka ‘miłość’ nie ma szans na przyszłość.
- Liam… - powiedziała po krótkiej chwili Danielle. Myślałem, że się popłacze, albo coś, ale nie była załamana, albo nie dała tego po sobie poznać. – Chciałam ci powiedzieć dokładnie to samo… albo przynajmniej coś podobnego. Uważam, że każde z nas zasługuje na prawdziwą, wieczną miłość – zakończyła z uśmiechem, który odwzajemniłem.
Ja swoją już nawet znalazłem – pomyślałem.
Oczami Kathy.
Siedziałam w moim pokoju, kolejny dzień pogrążałam się w coraz to większej rozpaczy z powodu Liam’a.
Moje rozterki przerwało pukanie do pokoju.
- Kimkolwiek jesteś, wal się! – krzyknęłam i rzuciłam w drzwi poduszką.
- Ale to ja, Liam – usłyszałam aksamitny, męski głos.
Serce zabiło mi szybciej. Rzuciłam okiem w lustro od mojej toaletki i usiadłam na łóżku.
- A zatem mogę? – spytał.
- Mhm – mruknęłam, nie chcąc po sobie poznać, że jestem zdenerwowana.
Chłopak usiadł na łóżku. W dłoni miał bukiet czerwonych róż.
- Daj, wstawię do wody. Danielle pewnie nie lubi zwiędłych – wycedziłam przez zęby i wyciągnęłam dłoń w kierunku bukietu.
- Pewnie nie. Ale ja już raczej nie będę jej kupował kwiatów - uśmiechnął się lekko.
- No co ty? Zerwaliście?! – zdziwiłam się. Musiałam wyglądać śmiesznie z otwartą buzią i ręką, która zawisła w powietrzu.
- Taak. Ale proszę, nie rozmawiajmy o tym.
- Jasne, mam jeszcze tylko jedno pytanie. Skoro się rozstaliście, to po co ci te róże?
Liam odchrząknął i lekko się zaczerwienił. Nerwowym ruchem podrapał się za kołnierzykiem beżowej koszuli.
- Uhum… no cóż. Kupiłem je właściwie… chciałem cię przeprosić. Nie powinienem był się tak zachowywać. Zabierać cię na spacery i tak dalej, a następnego dnia gorączkowo zapewniać inną dziewczynę, że ona jest jedyną i że to ją kocham. A kwiaty kupiłem dla ciebie – wręczył mi bukiet, patrząc w moje czekoladowe oczy.
Totalnie mnie zatkało. Przyjęłam róże i powąchałam je z przyjemnością, a potem spojrzałam na Liam’a. Brązowooki trzymał szeroko rozłożone ramiona. Spojrzałam na niego, tak, jakby próbował wcisnąć mi najdziwniejsze kłamstwo na świecie.
- No co? Chyba należy mi się jakieś podziękowanie, prawda?
- Prawda – zaśmiałam się i mocno przylgnęłam do chłopaka.
Oczami Amy.
Po niedługiej rozmowie z Harry’m, schowałam telefon do kieszeni spodni.
Niestety dziś nie mogliśmy się spotkać z powodu przedłużonych prób. No, ale cóż – życie nie kończy się na randkach z chłopakiem. Nawet jeśli jest to bardzo przystojny chłopak, o którym marzyłam przez prawie dwa lata.
Weszłam do środka przytulnej kawiarni. Przy jednym ze stolików pod ścianą zauważyłam dwie znajome postacie. One najwyraźniej też mnie rozpoznały, bo odwróciły się w moim kierunku i pomachały.
- Cześć – powiedziałam z uśmiechem, gdy do nich podeszłam.
- Dosiądź się – zaproponowały i jedna z nich poklepała miejsce obok blondynki.
- Ty jesteś dziewczyną Zayn’a – zwróciłam się do dziewczyny z ciemnymi włosami.
- Sally, a moja koleżanka to Cyntia – przedstawiły się.
- Mam na imię Amy – oznajmiłam.
Do naszego stolika podeszła kelnerka, a ja zamówiłam ciepłą szarlotkę i kawę.
~
Przerwałam długotrwającą już rozmowę, żeby odebrać komórkę. Dzwonił Harry.
- Cześć, możemy się spotkać gdzieś w mieście za jakiś czas? – zapytał, a ja rozpłynęłam się słysząc jego głos.
- A mógłbyś podjechać po mnie pod tą kawiarnię przy Street View?
- Jasne, będę za jakiś kwadrans.
~
- Miło się gadało – uśmiechnęłam się do Sally i Cynthii. – Ale muszę spadać. Harry na mnie czeka na zewnątrz – wyjaśniłam, zabierając w między czasie swoje rzeczy z krzesła.
- Do zobaczenia – pożegnałyśmy się.
Przed lokalem stał już mój chłopak. W ręku trzymał dżinsową kurtkę.
Swoje loki ukrył pod pomarańczową czapką, odsłaniając czoło. Miał na sobie biały T-shirt z krótkim rękawkiem i zwykłe, dżinsowe spodnie.
- Jak minął czas? – zainteresował się, otaczając mnie ramieniem.
- Znakomicie – posłałam mu promienny, szczery uśmiech.
W tamtym momencie byłam po prostu szczęśliwa.
Oczami Clarissy.
Od około pół godziny bezsensownie układałam ubrania w półce, mimo, że panował między nimi względny porządek. Chciałam się czymś zająć, dać umysłowi odpocząć, ale myślami cały czas wracałam do tamtej awantury z Cynthią.
Ilekroć to wspominam, za każdym razem zaciskam dłonie w pięści.
To dziwne, że kiedyś mogłyśmy spędzić cały tydzień razem, a teraz po prostu jej...
- Nienawidzę - dokończyłam, nie zauważając, że mówię to na głos.
W sali były wszystkie dziewczyny, ale chyba nie zwróciły na to uwagi. Za to Freddie, który akurat wchodził do sali - tak.
- Kogo? - uklękł obok mnie, patrząc co robię. - Może ci pomóc?
Pokręciłam głową i zatrzasnęłam szafkę z hukiem.
- Właściwie to już skończyłam - przygryzłam wargę. - Wolałabym spacer - puściłam oczko.
~
Szliśmy sobie tak od jakiś kilku minut, wsłuchując się w każdy, najcichszy nawet odgłos i konsumując włoskie lody.
- Nadal nie odpowiedziałaś mi na pytanie - upomniał się Freddie, przerywając milczenie.
Czym mu ta cisza zawiniła, że musiał się odezwać?
Wzięłam oddech.
- Myślałam o dziewczynie, z którą kiedyś się przyjaźniłam. Nie cierpię jej po tym, co zrobiła - wyznałam.
- A co zrobiła?
- Odbiła mi chłopaka - wyparowałam, kopiąc po drodze jakiś kamień, który przeturlał się kilka metrów od nas.
- Clarissa, nie chcę nic mówić, ale gdyby ten chłopak nie byłby zainteresowany twoją byłą przyjaciółką, to nadal bylibyście parą. Nie odszedłby, gdyby nic do niej nie czuł. Widać, nie byliście sobie pisani - powiedział chłopak, wyrzucając serwetkę po lodzie do kosza na śmieci.
- Dziękuję za poprawę humoru, ale jakiekolwiek inne uwagi możesz zachować dla siebie - wycedziłam przez zaciśnięte zęby, przyśpieszając kroku, żeby zostawić Freddie'go w tyle.
Po chwili skręciłam w jedną z uliczek, żeby dojść do szpitala.
Niech się wypcha z takimi refleksjami.
Oczami Amber.
Skręcałam właśnie w kolejną sklepową alejkę, trzymając w ręku kartkę z zakupami.
Musieliśmy z Niall'em zrobić duuże uzupełnienie produktów spożywczych na jutrzejszą wieczorną kolację, która ma na celu bliższe poznanie się z dziewczynami pozostałych chłopców jak i z nimi samymi.
- Mleko... masło - mruczałam, wykreślając z listy kolejne artykułu, po czym skierowałam się w stronę działu z warzywami.
Włożyłam do wózka sałatę i już miałam jechać do działu ze słodyczami, żeby zgarnąć Horan'a i jechać do domu chłopaków, ale ktoś mnie powstrzymał.
- Nono, Amber, ze starymi przyjaciółmi się nie przywitasz? - kiedy usłyszałam ten męski głos, odwróciłam się gwałtownie tak, że o mało co nie przewróciłam wózka, ale na szczęście zdążyłam zapanować nad sytuacją.
- Nie jesteście moimi przyjaciółmi - zilustrowałam grupę wzrokiem. Wszyscy byli tak samo chudzi, bladzi, tak samo... nijacy. - Inaczej nie wplątywalibyście mnie w to gówno - pokazałam im wewnętrzną stronę mojego przedramienia, całą w małych czerwonych śladach.
- A więc domyślam się, że nie masz ochoty na... - Jimmy urwał, żeby wyjąć z kieszeni swojej czarnej skórzanej kurtki jakiś mały przedmiot, który okazał się być pustą strzykawką. Poklepał się w nogę, tam gdzie miał w spodniach kieszeń na znak, że ma towar.
- Dziękuję, rzygam tym - wysyczałam przez zaciśnięte zęby.
W tym momencie zza półki wyłonił się Niall. Ręce miał pełne słodyczy: ciasteczek czekoladowych i zbożowych, opakowań z żelkami, pianek i rodzynek w czekoladzie.
- Wiesz, myślę, że nasi goście cenią sobie różnorodność - popatrzyłam na górę słodkości.
- A kto powiedział, że im to zamierzam dać? - zapytał z szerokim uśmiechem na twarzy, ostrożnie wkładając wszystko do wózka.
Zaśmiałam się.
- Hoho, nie wiedziałem, że przerzuciłaś się na pedałków. Mówiłaś, że ich nienawidzisz - zakpił Klaus.
- Bo nienawidzę, ale nie ich. Nie mogę słuchać muzyki, którą grają, przywykłam do rocka i jemu pozostaję wierna. Niall'a uwielbiam nie za to, co robi, a właściwie nie za to, co śpiewa. Kocham go za to, jaki jest - wyjaśniłam, powoli tracąc cierpliwość.
Kątem oka spostrzegłam, że blondyn przygląda się tej scenie ze zdziwieniem. Coś czułam, że będę musiała mu wszystko dokładnie wytłumaczyć.
- A gdzie zgubiliście Mandy? - zapytałam, przypominając sobie, czego, a w sumie kogo mi wśród nich brakuje.
- Mandy sobie śpi - wyjaśniła mi jedyna dziewczyna w grupie.
- O tej porze?
- I raczej się nie obudzi - wszyscy zaśmiali się ochryple.
- Wiedziałam - odparłam mocno wkurzona. - Każdego z was czeka taki koniec - popatrzyłam po nich kolejno.
- Ale sama kiedyś byłaś taka jak my - wypomniał mi Jimmy.
- Ale znalazłam siłę, żeby zwalczyć ten nałóg - broniłam się, ale zamiast odpowiedzi usłyszałam prychnięcie.
- No nic - westchnął Jimmy i uniósł prawie białą dłoń w geście pożegnania. - Na razie Amber, trzymaj się. Pozdrów Amy, jeśli nadal stąpa po tej planecie.
Odprowadzałam ich wzrokiem, dopóki nie zniknęli mi z pola widzenia.
~
Wypakowując zakupy z wózka do bagażnika samochodu, powoli opowiadałam Niall'owi skrót historii.
Z grubsza chodzi o to, że z tymi ludźmi kiedyś się przyjaźniłam, jeszcze na etapie gimnazjum. To oni zrobili mi i Amy pierwszy 'zastrzyk', co (w moim przypadku) doprowadziło do uzależnienia. Amy odkąd pamiętam bała się igieł, więc nie wyobrażała sobie codziennego wkłuwania narkotyku do żył.
Ja natomiast to robiłam. I co z tego, że udało się to przezwyciężyć?
Kiedy przypomnę sobie te wszystkie odwyki, nieprzespane noce i silną potrzebę kolejnej dawki to... brr. Chyba nic dziwnego, że do tych ludzi czuję odrazę?
Najchętniej wymazałabym te zdarzenia z mojego życia, albo chociaż z pamięci.
- Nie da się - mruknął mój chłopak, kręcąc głową. Był pochylony nad bagażnikiem.
- Co? - spytałam, wyrwana z zamyślenia.
- Mówię, że nie mogę upchnąć tu tych dwóch siatek - leniwym ruchem głowy wskazał na białe reklamówki, które odłożył na ziemię. - Trzeba będzie włożyć je na tylne siedzenie.
Podeszłam do niego, pomagając mu z tym zadaniem.
Już miałam wsiadać do auta, kiedy Horan złapał mnie za nadgarstek, przyciągnął do siebie i szepnął na ucho:
- Amber, dziękuję ci, że jesteś.
Oczami Sally.
Zajęłam połowę miejsca na dwuosobowej, granatowej kanapie w ostatnim rzędzie kinowej sali.
Położyłam popcorn tak, żebyśmy i ja i Zayn mogli swobodnie po niego sięgnąć.
- Przypomnij mi, na jaki film w końcu poszliśmy? - spytałam Mulata, który już obejmował mnie prawym ramieniem.
- Sam nie wiem, w sumie i tak nie będę patrzył się w ekran - puścił oczko i wrzucił sobie garść popcornu do ust.
Zaśmiałam się, opierając wygodniej na siedzeniu.
Ledwie zaczął się film to Zayn już szepnął:
- Sally?
- Hm? - mruknęłam, odwracając się trochę niechętnie w jego stronę.
Zamiast odpowiedzi poczułam jego pocałunek na moich wargach, co odwzajemniłam.
Po chwili oddałam się nastrojowi, tracąc wątek filmu.
Zayn zaczął delikatnie muskać ustami moją szyję.
- Zayn, może nie tutaj? - zaproponowałam cicho.
- Masz rację - przyznał ze smutkiem. - No to ja od teraz wyczekuję do końca filmu - uśmiechnął się do mnie zawadiacko, a ja poczułam, że się rumienię.
Oczami Amy.
Przechyliłam głowę, wpatrując się w Harry'ego leżącego na przeciwko mnie, który wpatrywał się we mnie.
- Co jest, że tak mnie studiujesz wzrokiem? - zażartowałam.
- Po prostu nie mogę się nadziwić twojej piękności - uśmiechnął się i przybliżył do mnie, składając pocałunki na ustach. - Widzisz, nawet nie musiałaś się ubierać - spojrzał na moją bieliznę, a potem wrócił do wcześniej przerwanych pieszczot.
- Opłaca się mieć takiego praktycznego chłopaka, który wie, czego chce - mruknęłam, kładąc dłoń na jego torsie.
- Myślę, że wiesz, czego chcę teraz? - spytał, mrużąc lekko oczy.
- Myślę, że oboje tego chcemy - uśmiechnęłam się porozumiewawczo.
- No poza tym trzeba uczcić jakoś twoje osiemnaste urodziny - mrugnął.
- Ale to dopiero za parę dni, dokładnie w sobotę, czyli jak będziemy w Rzymie - zauważyłam.
- Nie marudź, całuj.
_
Tak oto napisałam osiemnasty rozdział. Aww. :'
Z dedykacją dla
http://ohwowloveely.pinger.pl/
bo w sumie tylko dla niej zrobiłam dwa razy wątek o Amy.
Miłego czytania!
Piosenka, która mnie mega inspiruje. * ___ *
Przypominam o lajkowaniu:
http://www.facebook.com/NiePotrzebujeKasyMamLouisa
No i jeszcze krótkie wyjaśnienie, czemu nie lubię Eleanor
http://icanloveyoulikelouistomlinson.blogspot.com/2012/08/kilka-sow-o-eleanor-j-calder.html
Natalia xx
 

 
Wydawało ci się, że jesteś najszczęśliwszą dwudziestolatką na świecie. Miałaś wszystko, czego mogła wymagać od życia spełniona kobieta: wspaniałych przyjaciół, starszego o dwa lata chłopaka, a rok temu urodził się wam cudowny synek, Louis Harold Styles.
Pewnego dnia Harry wszedł do pokoju, gdzie bawiłaś się z Louisem i zadowolony z siebie oświadczył, że zabiera was na małą wycieczkę, żeby zrobić piknik za miastem.
Ucieszona spakowałaś najpotrzebniejsze rzeczy, a Harry włożył je do samochodu.
Sprawdziłaś czy Louis jest bezpieczne zapięty w foteliku i już mogliście ruszać.
Po niedługiej jeździe dotarliście na miejsce.
Szybko rozłożyłaś różowy koc i wyjęłaś jedzenie z koszyka. Wasz synek zajął się swoimi zabawkami, a ty pogrążyłaś się w rozmowie z chłopakiem.
W pewnym momencie Harry podsunął ci ciasteczko z wróżbą. Przełamałaś je na pół, chcąc przeczytać wróżbę, ale zamiast niej, ujrzałaś srebrny pierścionek z pięknie błyszczącym brylantem i karteczkę z napisem 'Will you marry me?'
Łzy stanęły ci w kącikach oczu. Byłaś do granic wzruszona tak romantycznym gestem ze strony Hazzy.
Otarłaś szybko łzy i szepnęłaś 'tak Harry, zostanę twoją żoną'.
Loczek uniósł cię do góry i złożył na twoich wargach namiętny pocałunek. W pewnym momencie przewróciliście się i zaczęliście turlać się po zielonej trawie, nie słyszeliście nic poza waszymi śmiechami. Było tak cudownie...
W końcu nadeszła chwila powrotu. Spakowaliście koc i resztę jedzenia, zapięliście w foteliku synka i kierowaliście się w stronę waszego domu na przedmieściach Londynu.
Jechaliście może siedem minut, kiedy Louis zaczął wołać 'Tato, tato!'. Harry chcąc zobaczyć, co jest tak ważnego, obrócił na chwilę głowę. Potem nie pamiętałaś już nic.
Ocknęłaś się w szpitalu. Potwornie bolała cię głowa, ale pierwsze o co spytałaś lekarza to stan zdrowia Harry'ego i Lou.
Mężczyzna milczał dłuższą chwilę. W końcu odchrząknął i powiedział:
- Przykro mi, że muszę panią o tym informować, ale państwa synek nie żyje, zginął na miejscu. Siła zderzenia była za duża jak na rocznego chłopca. Przykro nam.
- No, a Harry?! Co z Harry'm?! - wrzeszczałaś.
- Harry... próbowaliśmy go reanimować, ale nic z tego. Pani mąż nie żyje.
Nie patrząc na nic zaczęłaś głośno płakać i rzucać się na łóżku. Jak to możliwe, że najpiękniejszy dzień twojego życia obrócił się w koszmar?
~KILKA DNI PÓŹNIEJ~
Pogrzeb. Wszyscy ubrani na ten sam kolor - czarny. I ty pośród nich wszystkich, zagubiona i zapłakana.
Położyłaś wielki bukiet z białych róż na czarnej, nagrobnej płycie. W ciągu kilku minut straciłaś swój cały świat.
Wiedziałaś, czemu już nigdy nikogo nie pokochasz jak tej dwójki.
To przy boku Harry'ego budziłaś się każdego dnia. To kiedy zobaczyłaś Louisa zapomniałaś o bólu po długim porodzie. Kiedy ich przytulałaś, czułaś, że masz w ramionach swój cały świat.
Wiedziałaś, że już nigdy nie będziesz w stanie pokochać. Los brutalnie odebrał ci to, co uważałaś w życiu za najpiękniejsze.
_
A więc obiecany, tak wiem - nie umiem pisać imaginów.
Płakałam, ale tylko dlatego, że słuchałam:
Z DEDYKACJĄ DLA http://wiktoria1d.pinger.pl/
  • awatar take me home: MATKO ON JEST ŚWIETNY ♥ NASTĘPNY MA BYĆ WESOŁY BO RYCZAŁAM JAK MAŁE DZIECKO :'(
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
Oczami Sally.
- A jak tam twój chłopak... Zeyn? - spytał mnie tata.
Od mojej ostatniej wizyty jeszcze bardziej zeszczuplał, miał zapadnięte policzki, a jego oczy było pozbawione wyrazu. Chyba próbował się uśmiechnąć, ale w efekcie wyszedł mu kwaśny grymas.
- Zayn - poprawiłam go odruchowo.
- No przecież tak powiedziałem. Co u niego?
- Taa. Wszystko w jak najlepszym porządku - wycedziłam, zastanawiając się, jakby tu zmienić temat. - Yyy... no... ten... jak się czujesz?
- Tak jak wyglądam - westchnął.
- Ouuu... to znaczy... super - uniosłam kciuk do góry i uśmiechnęłam się sztucznie, jednak po kilku sekundach opadłam zrezygnowana na krzesło.
~
'Oglądanie witryn czasem jest tu wszystkim, na wystawach plastikowe anorektyczki...' - mruczałam pod nosem słowa piosenki.
Przestałam patrzeć się w kokardki moich balerinek, bo poczułam, że coś musnęło mój policzek.
Przede mną stał Zayn.
- Śledzisz mnie? - spytałam, podejrzliwie na nuego patrząc.
- Nie to, żeby coś, ale mieszkam za rogiem.
- No patrz nie wiedziałam. Byłabym ci wdzięczna, gdybyś mnie zostawił - warknęłam i odjęłam jego dłoń od mojej twarzy i odwróciłam się.
W głębi ducha chciałam, żeby Zayn złapał moją dłoń i próbował zatrzymać, ale nic takiego nie nastąpiło. Obejrzałam się przez ramię, ale chłopaka zasłonił dziki tłum fanek. No jasne - dziewczyny, które widzi pierwszy raz na oczy, są ważniejsze ode mnie.
Oczami Zayn'a.
- Mogę prosić o autograf? - słyszałem piski podnieconych fanek.
- Wybaczcie mi, ale się śpieszę - przepchnąłem się przez tłum. Na moje szczęście Sally nie zniknęła w tłumie.
- Sally! - wrzasnąłem i złapałem ją za ramię na tyle mocno, żeby nie mogła się wyrwać.
- Mógłbyś mnie puścić? - spytała ostro.
- Mogłabyś mnie posłuchać?
- Mów co masz mówić, masz pięć minut, inaczej idę dalej.
- Sally... przepraszam. Nie wiem, co we mnie wstąpiło. Problem chyba tkwi w tym, że za bardzo ciągnie mnie do alkoholu. Ale jest coś... a właściwie ktoś, kogo lubię bardziej.
- Zaskocz mnie.
- Myślę, że znasz odpowiedź - szepnąłem i zbliżyłem nasze twarze do siebie, tak, że czułem ciepły oddech Sally na moim policzku.
- Zayn... - szepnęła, łącząc powili nasze wargi w namiętnym pocałunku.
Oczami Amber.
Siadłam na łóżku Niall'a, przeczesując palcami włosy. Każdego ranka były w opłakanym stanie, ale dziś to już szczególnie. Całe się poskręcały w jakieś idiotyczne loczki, które nadawały mi wygląd owcy. Akurat gdy spałam u chłopaków.
Przeszłam do łazienki, dziękując w duchu, że Niall ma do niej bezpośrednio dostęp.
- O cholera - mruknęłam, przeglądając się w lustrze. Oprócz loczków miałam też mnóstwo kołtunów. - I jak ja mam to rozczesać?
Raz po raz klęłam pod nosem, zazwyczaj kiedy mocniej szarpnęłam.
- Jakiś problem? - usłyszałam za sobą aksamitny głos. Odwróciłam się w stronę drzwi.
- Cześć Harry - przywitałam się, czując jak się czerwienię. Miałam na sobie tylko stanik i krótki spodenki od piżamy. - Nie, a czemu pytasz? - wymusiłam uśmiech.
- Bo słyszałem jak przeklinasz, więc generalnie zaciekawiłem się co mogło cię aż tak wyprowadzić z równowagi - uśmiechnął się, ukazując dwa rzędy lśniących zębów i dołeczki.
- To - wskazałam na moją głowę.
- No i? Włosy jak włosy - powiedział, patrząc na mnie swoimi zielonkawymi oczami.
- Czy ty nie widzisz... - nie dokończyłam, ponieważ odwróciłam się w stronę lusterka.
Na mojej głowie nie było śladu po szopie, teraz miałam prawie całkowicie proste włosy, na końcu tylko były leciutko zafalowane.
Odetchnęłam z ulgą. Czyli te kilka minut męczarni przyniosło efekt.
- Hazza! - usłyszałam z dołu głos Louisa. - Patrz co wyprawia twój kiciuś!
- Wybacz mi, ale muszę to sprawdzić - posłałam mu wyrozumiały uśmiech i chłopak zszedł na dół.
Ubrałam legginsy w kwiatki i długą, białą koszulę za tyłek.
Otworzyłam drzwi na korytarz, żeby zejść na dół, do Niall'a, ale moją uwagę skupiłam na biegającym po piętrze Louisie.
- Co robił ten kot i czemu uciekasz? - zapytałam.
- Kot nic nie zrobił, chciałem Harry'ego ściągnąć na dół, a on teraz mnie goo... ni! - dokończył już leżąc na podłodze. Patrzyłam na tą scenkę z rozbawieniem.
- Wariaty - rzuciłam pod nosem i zeszłam do kuchni, w której siedział blondyn.
- Dzień dobry, jak się spało? - spytał jedząc w międzyczasie kanapkę z szynką i pomidorem.
- Znakomicie, jak nigdy dotąd - uśmiechnęłam się i wypiłam sok pomarańczowy, który przygotował dla mnie Niall.
- No to się cieszę. Wiesz... pomyślałem sobie, że moglibyśmy dziś gdzieś wyjść we dwoje - spojrzał na mnie pytająco.
- W sensie... że jako para, na randce? - zapytałam zaskoczona. Do tej pory jakoś żadne z nas nie czuło potrzeby udzielana specjalnego wywiadu, w którym ogłosimy, że... jesteśmy razem.
- Tak, jako para. Słuchaj Amber, jesteś... jesteś dla mnie kimś wyjątkowo ważnym i nie chcę się dłużej kryć z tym, że jesteśmy w związku. Nie wstydzę się ciebie, a nawet przeciwnie - od teraz zamierzam się wszystkim tobą chwalić.
Oczami Clarissy.
Z ulgą rzuciłam walizkę przed łóżkiem. Myślami nadal byłam w ciasnym pokoju na kolejnej rozmowie, zanim mogłam swobodnie przejść do sali.
Dosyć szybko się rozlokowałam, o ile włożenie bielizny do szafki i ubrań do półki przy łóżku można nazwać rozlokowaniem.
Nie miałam zamiaru się z nikim zaprzyjaźniać. Po co mi jakaś przyjaciółka, która myśli tylko o tym, jak skłócić mnie z chłopakiem, który jej się podoba? Żałosne.
Zauważyłam, że inne pacjentki (strasznie dziwne brzmi) przyglądają się mi, ale udawałam, że tego nie zauważam i ułożyłam się wygodnie na łóżku z telefonem i książką w ręku, zerkając raz po raz, czy nadal lustrują mnie wzrokiem. Na szczęście nic takiego nie spostrzegłam, tylko jedna dziewczyna wpatrywała się we mnie swoimi wielkimi, czekoladowymi oczyma.
- Za co siedzisz? - burknęła pod nosem.
- Za... za... z-za - jąkałam się, bo do sali wszedł baardzo przystojny chłopak.
Miał na oko 185 - 190 centymetrów wzrostu i ciemne włosy. Zza białej, lekko prześwitującej koszuli był zauważalny zarys jego mięśni.
Ku mojej radości podszedł do mnie i spytał:
- Ty jesteś...?
- Clar-clar... - jąkałam się, patrząc w jego złociste tęczówki.
- Clarie? - zgadywał.
- Clarissa - wydukałam z trudem.
- Witaj. Mam na imię Freddie - uśmiechnął się i podał mi dłoń. Kiedy ją uścisnęłam, byłam pewna, że jeszcze chwila, a zemdleję.
- Potrzebuję jeszcze kilku danych - zmarszczył brwi, przerzucając kartki ze swojej podkładki, w drugiej dłoni obracając długopis.
- T-tak?
Spytał mnie o kilka nieważnych rzeczy, a ja (cały czas się jąkając) odpowiadałam.
- No to teraz mogę zabrać cię na spacer po okolicy - uśmiechnął się, ukazując rząd równych, białych zębów.
~
Skręcaliśmy już w kolejną uliczkę, a tematów do rozmów nam nie brakowało. Okazało się, że mamy podobne zainteresowania, gust muzyczny, poglądy na różne sprawy.
- Nadal mi czegoś nie powiedziałaś - wyrwał mnie z zamyślenia swoim aksamitnym głosem. Zamiast odpowiedź, popatrzyłam na niego pytająco, gestem zachęcając do dalszego mówienia.
- Czemu jesteś w szpitalu?
- Długa historia - odparłam wymijająco. Po co miałabym się kompromitować na jego oczach już pierwszego dnia znajomości? - Może innym raz...
- Mamy czas - przerwał mi spokojnie. - Ale zadbajmy o klimat - mrugnął i zatroszczył się o dwa tymbarki, a potem pomógł mi wejść na jedną z ramp w pobliskim skate-parku.
Bawiłam się kapslem od soczku, zastanawiając się, jak ująć tą historię, żeby nie wyjść na aż tak psychiczną.
- Nie otworzysz? - spytał.
Westchnęłam i pociągnęłam za kółko od kapsla.
- Co masz napisane? - zaciekawił się, zaglądając mi przez ramię.
- 'No śmiało'... - pokręciłam głową. Wszystkie znaki były po stronie Freddie'ego.
- Zatem słucham - pokazał mi język.
Wzięłam oddech i... opowiedziałam mu wszystko, co do najdrobniejszych szczegółów. Nigdy nie sądziłabym, że to przyjdzie mi z taką łatwością, otworzyć się przed dopiero co poznanym chłopakiem.
- I to było aż takie straszne?
- No, a nie? - zdziwiłam się, kończąc resztę napoju.
- Clar, mnie możesz powiedzieć wszystko... znaczy chodzi mi o to, że nie zamierzam się śmiać, albo cię obrażać ze względu na... przeszłość - spojrzał mi w oczy. - Nie jestem taki.
Oczami Amy.
- Niespodzianka? - usłyszałam niepewny głos, gdy tylko przekroczyłam próg pokoju. Od razu poznałam jego właścicielkę.
- Amber! - pisnęłam i rzuciłam się na przyjaciółkę. - Ale jakim cudem?
- Dużo mówienia, bardziej to ja jestem ciekawa, jak jest między tobą, a Harry'm - droczyła się.
- Jest dobrze... jest wspaniale - rozpromieniłam się. Pojutrze jadę z nim do Włoch - westchnęłam zachwycona wizją przyszłości.
Jeszcze ze dwa lata temu nie uwierzyłabym, że taka osoba jak ja, będzie dziewczyną samego Harry'ego Stylesa.
- Czekaj, czy to się przypadkiem nie dzieje za szybko? - Amber obdarzyła mnie przenikliwym spojrzeniem. Widać, że dawno nie jest w temacie...
- Ale co?
- No wiesz, ty, on i we dwoje apartament w jednym z luksusowych hoteli...
- Aaa, o to bym się na twoim miejscu nie martwiła. Mamy wprawę - zachichotałam, po chwili dostając poduszką w twarz.
- Nie mówiłaś! - krzyknęła, okładając mnie poduszkami i łaskocząc.
- Nie miałam jak! - broniłam się, na przemian śmiejąc i wierzgając nogami.
- Dobra, wybaczam ci. Tym razem - zażartowała moja przyjaciółka, kończąc męczarnie.
- Mam pomysł. Przejdźmy się gdzieś. Tylko ty i ja. Tak jak bywało dawniej - zaproponowałam.
~
- Serio dostałaś przepustkę po tych kilku dniach? - zapytałam. Opowieść, którą usłyszałam była tak... tak banalna, że aż dziwna do zaakceptowania, a raczej przyjęcia do wiadomości.
- Tak, powtarzam po raz kolejny. A, właśnie. Zapomniałam ci o czymś powiedzieć. Dziś ja i Niall potwierdziliśmy, że oficjalnie jesteśmy parą.
- Coś ty? Serio? - zapytałam znowu.
- Tak, SERIO - wycedziła przez zęby. - Zabrał mnie na drugie śniadanie do jednej z knajpek, przyłapali nas fotoreporterzy i... powiedzieliśmy.
- Ser...
- Tak, NA POWAŻNIE. A i jeszcze jedno 'serio' i idę do domu - zaszantażowała mnie Amber.
Oczami Amber.
- Usiądziemy? - spytała Amy, wskazując na przewrócony pień jakiegoś drzewa na polance, która niby nie odegrała w moim życiu większej roli, a jednak.
Tutaj przyszliśmy z Niall'em, kiedy pozostali byli na imprezie. Tu zagrał mi tę piosenkę, a ja nawet nie zauważyłam, że miał ze sobą gitarę. W skrócie - tu wszystko się zaczęło.
Oczami Cynthii.
Myślałam o tym już ładne parę dni, ale nic konkretnego w tej sprawie nie robiłam. Chodzi mi o pogodzenie się z Clarissą. Nie wiem czemu chcę to zrobić, po tym, jak mnie potraktowała.
Jednak głupio czuję się z myślą, że kiedyś spędzałyśmy całe dnie razem, a teraz nie mówimy sobie „cześć”.
~
- Dzień dobry, jest Clarissa? – spytałam jej mamy, która otworzyła. Wyglądała na zmęczoną, miała potargane włosy i cienie pod oczami, a na sobie zamiast zwykłego ubrania – szlafrok.
- Niestety nie – odparła lakonicznie, chcąc zamknąć mi drzwi przed nosem, ale wsunęłam nogę między próg, a drzwi.
- A gdzie mogę ją znaleźć?
- W szpitalu…
- Co się stał…
- Psychiatrycznym.
~
Weszłam do Sali rozglądając się naokoło. Nigdy nie byłam w szpitalu, co dopiero w psychiatryku. I szczerze mówiąc nie chciałabym tu być. Wszystko tu było… nijakie. Ściany szare, biała pościel na łóżkach, komody i szafki, wszystkie w takim samym odcieniu mulącego beżu.
Clarissę rozpoznałam od razu. Siedziała na łóżku i czytała książkę, co w jej przypadku bywało rzadkością. Spojrzałam na okładkę: „Harry Potter i Czara Ognia”. Wow. Od miesięcy chciałam ją namówić na książki z tej serii, ale myślałam, że moje słowa poszły na marne.
- Uhum… cześć – przywitałam się niepewnie, a kiedy brązowowłosa podniosła głowę znad powieści na mojej twarzy pojawił się słaby cień czegoś, co miało być uśmiechem.
- A co ty tu robisz? Przyszłaś mi oddać? – zapytała ponuro, a ja roześmiałam się skrępowana.
- Niezupełnie, chociaż… pomyślę nad tym. Chciałam pogadać – wyjaśniłam, zajmując (nijaki) taboret przy jej łóżku.
- Wybacz, ale na ten czas mam dość rozmów – westchnęła i znów zagłębiła się w lekturze.
- Ale to ważne, jeszcze mi za to podziękujesz – powiedziałam i wyrwałam jej niespodziewanie książkę z ręki, po czym odłożyłam na szafkę nocną. – Słuchaj, Clar. Chciałabym, żeby między nami było jak kiedyś.
- Sądzę, że to niemożliwe z jednego, małego powodu – mruknęła ledwo słyszalnie. Coś czułam, że to będzie trudna rozmowa.
- Nadal masz mi za złe tą akcję z Louisem? – spytałam, mimo, że doskonale znałam odpowiedź.
- Nie, nie mam. Wybaczałam ci, już daawno, że ukradłaś mi chłopaka – warknęła z ironią. – Jasne, że mam!
- Wiem, że to trudne, ale musisz zacząć myśleć o mnie i Louisie jako o „nas” – tłumaczyłam spokojnie.
- Gdyby nie ja, to wcale byś go nie poznała, więc mam pierwszeństwo!
- Że co?! Słuchaj, Louis dał ci swój numer, bo wpadłaś mu w oko, nic więcej! Nie wiadomo było, czy to będzie miłość, więc nie gadaj mi tu, że masz do niego pierwszeństwo, bo to bzdura!
- Tak, ale to mi dał numer komórkowy! Ale oczywiście Cyntia musiała swoje trzy grosze wtrącić, bo przecież nie mogłaby pozwolić przyjaciółce być szczęśliwa przy boku chłopaka marzeń!
- Gdybyście byli sobie pisani, to teraz byłabyś jego dziewczyną! A nie chcę nic mówić, ale to ze mną codziennie przebywa, mnie obdarza czułymi pocałunkami, więc wszelkie pretensje czy zażalenia możesz składać do czegoś, co nazywamy losem!
- A nie lepiej dopuścić do siebie prawdę?!
- Czyli co? To, że nie masz Louisa na wyłączność, czy to, że jesteś o niego chorobliwie zazdrosna, mimo, że kocha inną i nie zanosi się na to, żeby przestał? A może wszystko razem?!
- Chodziło mi raczej o to, że jesteś głupią dziwką! – wrzasnęła.
- Przegięłaś! – nie panowałam nad emocjami. W przypływie złości sięgnęłam po szklankę wody, która stała na stoliku i… chlusnęłam Clarissie prosto w twarz. – Nienawidzę cię!
- I nawzajem!
- Widzę, że niektórzy mają zbyt wielkie ego, żeby przeboleć to, że inna osoba jest w szczęśliwym związku, poza tym myślę, że zabiłabyś się, spadając z poziomu swojego przerośnięto „ja” na poziom swojej inteligencji. Tyle ode mnie, na razie Clarisso, powrotu do pełni władz umysłowych.
_
Dobra, napisałam i dodaję. : D Jeszcze raz wielkie dzięki za ponad cztery tysiące wejść. Nie wiecie, jak miło jest z myślą, że gdy dodajesz rozdział, ktoś wejdzie, przeczyta i może wyrobi sobie nawet opinie.
Jestem nawet zadowolona z tego rozdziału, myślę, że NAWET się udał, ale ocenę pozastawiam Wam, czytelnicy. : **
@wiktoria1d imajna napiszę… niedługo no. : D
MIŁYCH WAKACJI xx
  • awatar Gość: Cudowny! i dobrze zrobiłaś, że nie pogodziłaś Clarissy i Cyntii ;)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
4000 na 130 dni? DZIĘKUJĘ WSZYSTKIM, KTÓRZY TU WCHODZĄ, NIEDŁUGO ROZDZIAŁ. ♥ 100 wpisów już zrobiłam? Takie ładne pełne liczby. : *
 

 
Miałam dziś dodać rozdział, ale mi się na pewno nie uda. Za to NAJPRAWDOPODOBNIEJ pojawi się w poniedziałek.
http://www.facebook.com/NiePotrzebujeKasyMamLouisa?ref=hl - LAJKUJEMY ♥♥♥
 

 
Przepraszam, jeśli któreś się powtarzają, ale nie pamiętam co było, a co nie, tak dawno dodawałam. *-* Może rozdział jeszcze dziś, ewentualnie napiszę początek.
 

 
Oczami Amber.
Wczesnym rankiem obudził mnie dźwięk budzika. Leniwym ruchem go wyłączyłam. Wstałam z łóżka, żeby się przebrać.
Ubrałam długą, jeansową tunikę, czarne legginsy, na stop założyłam neonowo różowe vansy, do ręki wzięłam torbę w tym samym odcieniu. Na palce wsunęłam czarny i biały pierścionek w kształcie krzyża. Wzięłam torbę z bagażem i zeszłam na parter. W małym pomieszczeniu siedział jakiś łysy facet. Pokazałam mu zgodę na wyjście, a on otworzył mi drzwi, więc ja opuściłam szpital.
W twarz dmuchnęło mi gorące powietrze. Dobrze, że dworzec był na przeciwko, bo nie miałam szansy nawet rozejrzeć się po okolicy.
Weszłam do autobusu, który jechał do Londynu. Oprócz mnie wsiadała też para staruszków. Kobieta trzymała za rękę mężczyznę, wyglądało to tak, jakby byli dla siebie podporą. Instynktownie pomyślałam o Niall'u. Przecież nie byliśmy oficjalnie parą. A jednak tamten pocałunek, tuż przed moim wyjazdem... On mówił sam za siebie.
Westchnęłam i założyłam słuchawki od iPhone'a na uszy, po czym puściłam rap, powoli usypiając.
~
Zapukałam po raz kolejny do drzwi domu, w którym KIEDYŚ mieszkałam. Nikt nie reagował. W końcu szarpnęłam za klamkę, która z łatwością ustąpiła. W korytarzu stało mnóstwo kartonowych pudeł. Było ich tyle, że nie mogłam wejść swobodnie do mieszkania. Bez namysłu kopnęłam jedno.
- Uważaj, bo się potłucze! - krzyknął ojciec, nagle wybiegając z salonu. - Ooo... Amber?
- Niespodzianka - mruknęłam, stawiając torbę na ziemi.
- A co ty tu robisz?
- Tato - wydyszałam. - Po kilku dniach przyjeżdżam do domu, kapią ze mnie litry wody, bo odzwyczaiłam się od pogody w Londynie, a ty witasz mnie słowami: 'A co ty tu robisz?'?! - krzyknęłam. - W ogóle co mają znaczyć te pudła?! - rzuciłam okiem na każde po kolei. Na jednym z nich było napisane: 'Cindy'.
- Johny, kto przyszedł?! - usłyszałam z góry damski głos.
Nagle z piętra zbiegła nieznana mi kobieta. Miała platynowe blond (oczywiście farbowane) włosy, co wyglądało wprost ohydnie w porównaniu ze spaloną na solarium cerą.
Ubrana była w obcisłą, wydekoltowaną czarną bluzkę, minispódniczkę i czarne kozaki na szpilce.
- Przepraszam, ale co robi u nas w domu ta lafiryn... - spytałam, ale ojciec mi przerwał.
- Cindy, poznaj Amber, moją córkę - kobieta wyciągnęła do mnie rękę, ale ja ją ominęłam i pobiegłam na górę, do mojej sypialni.
Jednak to, co tam zobaczyłam, wcale mnie nie usatysfakcjonowało.
W rogu, gdzie powinno być łóżko, stała ogromna toaletka. Zamiast mojej wysłużonej komody, ujrzałam wielką szafę z milionem markowych ubrań. Na półce stały kolejno: trzy koszyki z cenną biżuterią, kosmetyki najlepszych marek, a na samym dole przybory i ozdoby do włosów. Pod ścianą, w równiutkim rzędzie, stały buty między innymi od Gucciego.
- Przepraszam, ale jeśli mogę wiedzieć, co zrobiłeś z moim pokojem? - zwróciłam się do ojca, który pobiegł za mną.
- Yhym...cóż... nie było cię w domu, więc pomyślałem, że zrobimy studio stylizacji Cindy - tłumaczył się.
- A co, gdybym miała nagle przyjechać?
- Pomyślałem, że no... tego... przenocujesz u Amy?
- Nie no, super! - wrzasnęłam, złapałam torbę i wybiegłam z domu.
~
Biegłam już kolejną alejką parkową. Ludzie patrzyli na mnie ze zdziwieniem, bo w końcu zmokłam do suchej nitki, w ręku trzymałam bagaż, a na twarzy miałam rozmazany tusz.
Nagle poczułam, jak uderzam w 'coś' twardego i ląduję na ziemi.
- Uważaj jak idziesz - warknęłam, otrzepując ubranie z małych listków.
- To raczej ty na mnie wpadałaś - zauważył chłopak. Słysząc jego głos, spojrzałam w górę, żeby zobaczyć jego twarz.
- Freddie? - zdziwiłam się. - Nie zmieniłeś się.
- O, Amber. No ty za to przytyłaś - roześmiał się. - Masz ochotę na spacer?
- Dzięki, ale nie. Wybacz, po prostu nie mam nastroju na rozmowę. Odezwę się później, albo jutro.
~
Czekałam aż Niall wróci do stolika i razem będziemy czekać na zamówienia.
Sama nie pamiętam jak znalazłam się pod domem chłopaków.
- Jestem - wyrwał mnie z zamyślenia jego głos. - Opowiadaj - rozsiadł się wygodnie na krześle.
- Mój ojciec jest idiotą. Ma dziewczynę może o kilka lat starszą ode mnie, która wygląda jak ostatnia - urwałam w pół zdania, bo w naszą stronę szedł chłopak z zamówieniem.
- Dwie latte dla pań... Amber?
- Freddie...
- Widać, jak bardzo nie chcesz rozmawiać - burknął i wybiegł z kawiarni.
- Na co czekasz? Idź za nim! - poradził mi blondyn.
- Jesteś pewien?
- Tak! Widzę, jak na niego patrzysz. Jest dla ciebie kimś wyjątkowym. No już! - popędził mnie.
Wstałam z siedzenia i skierowałam się ku wyjściu, posyłając Niall'owi wdzięczne spojrzenie.
~
- Freddie! FREDDIE! - wołałam po raz setny w ciągu dziesięciu minut. Jednak znów bez efektu.
Byłam w parku gdzie mój przyjaciel lubił przesiadywać, kiedy był smutny albo wkurzony. Albo i to i to.
Już wyciągałam komórkę, żeby do niego zadzwonić, ale usłyszałam odgłos wrzucanych kamieni do wody. Odwróciłam się, żeby spojrzeć, kto to.
- O Boże, Freddie! - krzyknęłam i pobiegłam w jego kierunku.
Siedział nad brzegiem jeziora, na przeciwko pomostu.
- Wołałam cię - siadłam niepewnie obok niego.
- Nie przyszło ci do głowy, że 'nie miałem ochoty rozmawiać'?
- Oj, Freddie, nie złość się. Sama nie wiem, jakim cudem się tam znalazłam, tym bardziej z Niall'em. Proszę - dodałam ciszej i spojrzałam na przyjaciela.
- Amber?
- Tak?
- Dziękuję, że tu przyszłaś, dziękuję, że mogę patrzeć w twoje oczy, słyszeć twój głos. Bez ciebie wszystko było tak nieważne.
Oczami Clarissy.
- Clarisso, zrobisz, co mówimy - powtarzał ojciec, patrząc na mnie surowo.
- Ale ja nie potrzebuję żadnego szpitala psychiatrycznego, jestem zupełnie normalna! - wrzasnęłam, podnosząc się z fotela.
- Ale po prostu niepokoją nas twoje ostatnie wybuchy złości, chyba zresztą niekontrolowane - powiedziała matka tym swoim przesłodzonym tonem.
- Pff - prychnęłam i znów usiadłam.
- Po tym, co wywinęłaś na ostatniej wizycie u pani psycholog, w ogóle... skąd ci się biorą pomysły na coś takiego?!
- Może gdybyście nie kazali mi na nie chodzić, nie byłabym w waszych oczach złą kryminalistką?
- Ależ córciu... dla nas nie jesteś 'złą krymi... - matka nie skończyła, bo ojciec wszedł jej w słowo krótkim 'może!'
~
- Jak ja ich nienawidzę... - mruczałam pod nosem, pakując ubrania na te kilka dni.
Co oni chcą tam ze mną zrobić? Że niby 'uspokoić'? No raczej nie. Staruszkowie nie potrafią dopuścić do siebie myśli, że ja mam po prostu taki charakter.
- Spakowałaś się już? - burknął ojciec, który akurat przechodził obok mojego pokoju. Nawet na mnie nie patrzył, wzrok miał utkwiony w gazecie, na przemian siorbiąc kawę.
- Prawie - odparłam chłodnym tonem, na co tata wzruszył ramionami i sobie poszedł. I dobrze. Jeszcze chwila, a na pewno bym się na niego rzuciła.
Do niewielkiej walizki włożyłam jeszcze turkusową bluzkę z długim rękawem i parę krótkich spodenek. Do pokoju zajrzała matka.
- Kochanie... nie miej nam za złe tego wszystkiego... to dla twojego dobra - ścisnęła moją dłoń, ale się jej wyrwałam.
- Jasne - wymamrotałam, próbując powstrzymać łzy. Nienawidziłam płakać, szczególnie - tak jak teraz - ze złości.
Zacisnęłam dłonie w pięści i zasunęłam walizkę.
- Możesz sobie iść - powiedziałam i obróciłam się, żeby spojrzeć mamie w oczy, ale jej już nie było.
- Fajnie - szepnęłam z ironią i spakowałam laptopa do torby. - Przynajmniej internet będzie - mówiłam sama do siebie, żeby zmienić nastawienie, ale nic z tego. No bo kto normalny cieszyłby się z wyjazdu do szpitala dla osób psychicznych?
Już sięgnęłam po komórkę, żeby się komuś wyżalić, ale przypomniałam sobie coś, co mnie nie ucieszyło, a nawet zdołowało. Nie mam z kim pogadać. Moją przyjaciółką była Cynthia, a teraz?
- SUPER! - wrzasnęłam i kopnęłam lampę, stojącą przy biurku. Potoczyła się aż do odległego końca pokoju. Podeszłam tam, patrząc na straty.
- AŁA! - zawyłam, bo kawałek szkła skaleczył mnie w bosą stopę.
Zaklęłam pod nosem i zabrałam się za zmiatanie.
Kiedy skończyłam, uklękłam przy półce z książkami. Między słownikami już dawno ustawiłam 'książkę' w aksamitnej, pomarańczowej okładce. Na grzbiecie nie było żadnych liter.
Sięgnęłam po pamiętnik, w którym, od momentu kupienia, nie zapisałam ani słowa.
Otworzyłam go na pierwszej stronie.
'Drogi Pamiętniku.
Podsumowanie ostatnich zdarzeń:
- Straciłam chłopaka, ponieważ on wybrał moją przyjaciółkę.
- Tą przyjaciółkę pobiłam.
- Nie przyjaźnimy się już.
- Jutro jadę do szpitala psychiatrycznego na <<kilka>> dni.
Super, zawsze i takim czymś marzyłam!'
Oczami Kathy.
Upiłam kolejny łyk gorącego kakao, patrząc na zdjęcie Liam'a. Leżałam tak na łóżku od około pół godziny, a nie potrafiłam zrobić czegoś takiego, jak przerwanie zdjęcia na pół. Kiedy już chciałam to zrobić, patrzyłam na nie i dochodziłam do wniosku, że Liam na nim zbyt słodko wyszedł.
Dobra, po prostu nie potrafiłam, nie umiałam, a może i nie chciałam zapomnieć. W uszach wciąż miałam słowa: 'Kocham tylko ciebie Danielle'.
Kocham Liam'a całym sercem, ale on... on ma Danielle. Niby o tym wiedziałam, więc czemu ciągle miałam nadzieję na coś, co jest niemożliwe?
Może powinnam iść do Liam'a i urządzić mu awanturę, bo w tamten dzień zachowywał się, jakby stracił dla mnie głowę, jakby był... zakochany. Tylko czy zakochany chłopak na drugi dzień deklaruje przez telefon innej, że ją kocha?
Westchnęłam. To dużo, duuużo bardziej skomplikowane niż na filmach.
Zerknęłam na zegarek. Była druga w nocy, co nie przeszkadzało mi, żeby zadzwonić do Sally.
- Hej Sally, obudziłam cię? - spytałam głupio.
- Nie, coś ty, no bo o drugiej nad ranem miałabym spać, hahahaha. Tak, obudziłaś, ale mów - odpowiedziała zaspanym tonem.
- Chodzi o Liam'a... kocham go.
- Powiedz mi coś, czego jeszcze nie wiem.
- Ale on kocha Danielle.
- Noo - mruknęła do słuchawki i ziewnęła.
- I co ja mam w tej sytuacji zrobić?
- Najlepiej - kolejne ziewnięcie. - Najlepiej zrobisz, jak zaczekasz - poradziła, ale ja nie zważałam na słowa Sally.
- Z jednej strony nie chcę być taką wredną suką i odebrać go Danielle, co byłoby głupie, ale z drugiej mam tak czekać aż się pobiorą i będą mieli gromadkę dzieci, a potem zamieszkają na Północnej Arizonie? - myślałam na głos. - To bez sensu. Co o tym sądzisz?
- Sądzę, że jesteś udupiona. Liam ma dziewczynę, a ty nic na to nie poradzisz. Nie myśl za dużo o miłości, bo ona nie przyjdzie. A teraz ja spadam, dobranoc.
- Dzięki Sally, malikowych.
- Payne'ow... - zaczęła, ale zamiast końca wypowiedzi, usłyszałam ziewnięcie.
Oczami Cynthii.
- Mam świetne wieści - powiedział od razu uśmiechnięty Louis.
Zaprosiłam go do siebie... a raczej do mieszkania ojca.
- No więc słucham - popatrzyłam na mojego chłopaka, który rozsiadł się wygodnie obok mnie na białej, skórzanej sofie.
- Wieczorem idziemy na imprezę - odparł zadowolony z siebie.
- Słucham?
- No tak. O pół do dziesiątej, będą też Hazza i Amy i Zayn ze swoją dziewczyną, Sammy chyba... no nieważne - uśmiechnął się.
- Sally - poprawiłam go. - Ale Louis, ja jestem nieprzygotowana i w ogóle...
- No więc masz czas. Zostawiam cię samą - posłał mi kolejny olśniewający uśmiech z reklamy pasty do zębów. - Ale buziak mi się należy - powiedział i złożył usta w dzióbek.
Zaśmiałam się i pocałowałam go lekko.
- A teraz idź - położyłam dłonie na jego plecach, popychając w kierunku wyjścia. - Mam mało czasu.
~
Oczami Louisa.
Idealnie o dziewiątej byłem pod domem Cynthii.
Zadzwoniłem do drzwi, czekając aż moja dziewczyna wyjdzie.
W końcu usłyszałem przekręcanie zamka z drugiej strony i moim oczom ukazała się najpiękniejsza dziewczyna jaką kiedykolwiek widziałem.
Cynthia miała na sobie białą bluzkę z okrągłym czarnym kołnierzykiem, czarną spódnicę z falbankami i sandałki na szpilce. Włosy spięła w wysokiego kucyka i lekko się umalowała.
- Wyglądasz... cudownie - pochwaliłem ją, całując na przywitanie w czoło.
Cynthia uśmiechnęła się i złapała mnie za rękę.
~
Po piętnastu minutach byliśmy już na miejscu. Z daleka zauważyłem samochód Zayn'a.
- Super, nie będziemy sami - ucieszyłem się i znalazłem jakieś miejsce na parkingu.
Kiedy weszliśmy do środka, ogłuszyła mnie muzyka. Leciała piosenka Nicki Minaj 'Starships'.
Przy naszym stoliku siedzieli już Zayn i Samm...Sally oraz Amy z Harry'm.
- Wygląda na to, że jesteśmy wszyscy - uśmiechnął się Mulat i poprosił Sally do tańca. Zaraz dołączyli do nich Amy i loczek, więc ja nie chciałem być gorszy.
~
Oczami Zayn'a.
Po kilku szalonych tańcach, piruetach i zamianach partnerkami, zachciało nam się pić.
- Poproszę Jack'a Danielsa - powiedziałem do barmana, kładąc pieniądze na blacie.
Louis zamówił drinka, a Harry pił szampana z Amy.
- Pańskie zamówienie.
Uśmiechnąłem się do przyjaciela i wypiłem łyka alkoholu.
Zamówiłem jeszcze kilka kieliszków, na przemian paląc papierosy.
W końcu, gdy siedzieliśmy we trójkę przy barze, zaproponowałem:
- Upijmy się.
Na moje nieszczęście akurat obok baru przechodziła Sally i wszystko słyszała.
- Co? Zayn, jeśli to zrobisz to koniec imprezy!
Byłem już trochę podpity, więc tylko zaśmiałem się cierpko i upiłem kolejnego łyka ze szklanki.
- Idiota! - warknęła Sally i wyszła z klubu.
_
Okej, napisałam go. Z dedykacją dla Oliwii, która po pierwsze pilnuje mnie, żebym pisała, a po drugie robi wspaniałe ombre mazakiem.
Miłego czytania. c:
  • awatar Gość: fajny :)
  • awatar Gość: Jak zwykle świetny :*
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Rozdział prawdopodobnie jeszcze dziś, albo jutro.